Alfabet b jak Beate

Czerwiec 30

Przyszedł czas na kolejną literę „Alfabetu”, w którym opisuję moje refleksje wynikające z mieszkania poza Polską.
Z literką b mam spory problem. Jest zbyt wiele słów, które na nią się zaczynają a niosą sporą dawkę przemyśleń.

Do tych słów należy blog – to wyjazd z kraju spowodował jego powstanie a on sam mocno ewoluował przez te trzy lata. Z bloga mającego pokazać bliskim mi ludziom, od których teraz dzielą mnie setki kilometrów, moje nowe miejsce na ziemi, zmienił się w subiektywny przewodnik po Austrii, mający pokazać ten kraj trochę inaczej niż większość bedekerów. Tak bardzo zapragnęłam opisania Wiednia i Austrii widzianego moimi oczami, że takie subiektywne vademecum pomalutku powstaje także poza blogiem.
No właśnie – gdyby nie blog nie uświadomiłabym sobie, że lubię pisać. Nie marze o zostaniu pisarzem tworzącym wielkie powieści. Dobrze się czuję w krótszej, felietonowej formie. No tak, bo jestem gadułą czy ładniej to ujmując mam gawędziarskie skrzywienie.

Kolejne słowo to powtarzane teraz wszędzie Brexit. Słowo, które poznaliśmy niedawno zaś wprowadzone w czyn ma na razie nie do końca możliwe do oceny konsekwencje dla życia każdego z nas. Słowo, które pachnie polityką a rozmowa o niej między Polakami bywa bardzo konfliktogenna.
Dla mnie to słowo jest jak przywołanie starych zmor i koszmarów. Nie uważam, by decyzja tego czy innego kraju o wyznaczeniu granic, w jakich chce pozwalać innym, w imię wyższych lub niższych wartości ingerować w jego sprawy wewnętrzne była czymś złym. Gorzej gdy to oddzielenie jest mocno postulowane na oczyszczeniu go z innych czy obcych. Nie jestem euroentuzjastką ani eurosceptykiem. Patrze na czasy, w których przyszło mi żyć lekko z dystansu. Wynika to na pewno z mojej pasji grzebania w historii. To ona dość mocno odciska się na ocenie wydarzeń jaką mam i rosnącym zaniepokojeniu tym co widzę. Lubię Europę otwartą, która pozwala mi na życie w tym jej zakątku, w którym chcę. Powstała ona jako wynik wspólnych interesów. Ot, biznes ludzi zjednoczył i to wspólne gospodarowanie postawiło Stary Kontynent w niezłej sytuacji materialnej w stosunku do reszty świata. Niestety życie lubi płatać psikusy i z porozumienia, które dawało korzyści wszystkim stronom, zaczęła ona obrastać biurokracją a ta budować sobie coś na kształt państwa beznarodowego. Takie rzeczy się nie udają i chyba panowie, i panie, z Brukseli nie odrobili lekcji historii. Rozbuchana biurokracja, drobiazgowa kontrola i sztuczne tworzenie nowych europejskich wartości, gdzie zapomina się o korzeniach własnej kultury i dobrobytu, o bogactwie jakie daje ta jej wielonarodowa mozaika, musiało doprowadzić do odrodzenia „-izmów”. Podzielona ponownie Europa będzie słaba, narażona na konflikty i wojny, które ją nękały przez stulecia raz za razem, prawie bez przerwy.

Tak doszłam do kolejnego słowa, którym jest – „boję się”. Właśnie tego, że cały ten kruchy ład i pokój jaki cudem utrzymujemy od ponad 70-ciu lat rozpadnie się na moich oczach. Te siedem dekad wcale nie było pokojem totalnym w Europie. Wojna domowa w Grecji wybuchła gdy jeszcze dopalały się ruiny tej wielkiej światowej. Rok 1956 był bolesny dla Polski i Węgier. Konflikty i próby pozbycia się sowieckiego buta z karku za żelazną kurtyną – to długa i bolesna historia. Czołgi w Pradze, wojna na Cyprze, zamachy w Niemczech, Irlandii, Wielkiej Brytanii i wreszcie wojna w dawnej Jugosławii – a to było tak niedawno. Nasi milusińscy politycy zachowują się tak jakby mieli amnezję. No ale o tym co powiem za chwilę cit i sza – trzeba być politycznie poprawnym, grzecznym i posłusznym trendowi zaklinania rzeczywistości. Jednak tylko nazywanie rzeczy po imieniu to początek odzyskania prawidłowej oceny sytuacji i możliwości ozdrowienia.

Teraz b jak biała. Tak jestem biała – tak do niedawna nazywano taki kolor skóry jaki mam i rasę, z której się wywodzę. Nie obrażam się gdy ktoś tak mnie nazwie, nawet gdy nadaje temu pejoratywne znaczenie i nie widzę powodu, by obrażał się ktoś o innym kolorze skóry nim nazwany. Postawa obrażonego dziecka i wieczne roszczenie do uznania tej czy innej kolorowej nacji za bardziej godną ochrony w nazewnictwie, prowadzi do jakiegoś chorego stanu, gdy zaczynamy patrzeć na siebie jak na potencjalnego obrażającego i obrażanego, bo ten ma inny nos a tamten skarpetki.
Jesteśmy kolorowi i to jest cudne. Czasem się mieszamy a takie mieszańce zwykle cechuje ponadprzeciętna uroda. Owszem każde słowo może być użyte w takiej formie, że obraza, sprawa sądowa i w ogóle zgroza a media wrzą o nowej „- fobi”, która dopadła społeczeństwo.
Możliwość obrazy uczuć religijnych to inna rzecz, która zaczyna wisieć nad nami jak katowski topór. Nie wiem jak można obrazić uczucia, wiem jak można obrazić człowieka. Stworzono potworka słownego i straszydło, które jest użyte zależnie od potrzeb tej czy innej grupy religijnej, partii, stronnictwa. Szanowanie kogoś, jego przekonań, przecież to były normalne wartości wpajane dzieciakom w domu. Nie mówiono mi nie obrażaj uczuć religijnych tylko nie szydź, nie kpij i nie obrażaj kogoś kto nie wierzy w Boga tak jak ty lub nie wierzy w niego wcale. Szanuj ludzi za to kim są a nie jaki mają kolor skóry, długość włosów czy ubranie na grzbiecie.
Wiedzieć kim się jest to podstawa, by umieć podejść do innych z szacunkiem. Korzenie są ważne.
Kim jestem?
Białą kobietą, chrześcijanką, Europejką, Polką i nie wstydzę się tego. Mieszkam w Austrii – tu teraz jest mój dom, człowiek, którego kocham i z którym chcę dożyć razem starości. Nie chcę, by ktoś mówił mi, że nie mogę mówić tego co myślę, jak się ubierać, co jeść. Chcę żyć tak jak sobie to cenię – po europejsku.

Ostatnie b to Beate. Jak wiecie nazywam się Beata. Chociaż tak się podpisuję, przedstawiam to tu jestem i tak Beate. Moje „a” na końcu imienia jest brane jako nieładne „e” lub pomyłka. Nie prostuję już tego a nawet w rozmowie z tubylcami używam tutejszej formy mojego imienia czyli właśnie Beate. Dla nich i tak nią będę, bo imię nadają nam inni. To taki drobiazg, który sporo zmienił w moim myśleniu.
To ci inni nas nazywają otwarcie lub za naszymi plecami imieniem, które zwykle przykleja się do człowieka bardziej niż to nadane przez rodziców. To nasze otoczenie zdecyduje czy jesteśmy swoi, czy obcy. Mamy na to niewielki wpływ i nawet wielki majątek, siła polityczna czy inna nacisku nie jest w stanie tego zmienić. Może tylko doprowadzić do istnienia dwóch rzeczywistości – tej oficjalnej, zakłamanej, która rozpadnie się przy naszej pierwszej chwili słabości. Druga to ta prawdziwa – istniejąca za naszymi plecami, którą wszyscy znają a jedynie my udajemy, że jej nie ma.
Wróciłam tak do Brexitu, który ukazał brzydkie oblicze Brytyjczyków. Tak, oczywiście nie wszystkich itd. ale jednak. Kraj, który w wielu gałęziach gospodarki stoi tak naprawdę na imigrantach – mówię o tych pracujących i płacących podatki a jednak nagle mamy tyle dziwnych niemiłych tekstów rzucanych pod ich adresem – to tak delikatnie rzecz ujmując. Całą tę polityczną poprawność i sztuczną grzeczność, tolerancje szlag trafił. Rozładować teraz to będzie trudno. Najgorsze wyjście to zakrzyczeć i przykryć poprawnością, przemilczaniem niewygodnych faktów.
Powiem wam coś bardzo szczerze: nie widzę możliwości przetrwania Europy i zachowania naszego kruchego pokoju bez zdjęcia zaworów pseudotolerancji i miłości wzajemnej. Gdy kipi w garnku trzeba pozwolić parze ujść i uchylić pokrywkę, bo inaczej będzie katastrofa kuchenna.
Zaczniemy mówić prosto z mostu albo się ugotujemy w tym co nawarzyła polityczna poprawność a kipi tuż pod jej powierzchnią. Jeszcze mamy za dużo do stracenia, jeszcze nam emocji nie podgrzały stare demony więc jest czas na rozmowy i porządki ale on ucieka…
Dobra, starczy na dzisiaj, bo i tak jest to wpis mocno osobisty i subiektywny.
Kolejna litera to c jak ciało pojawi się za jakiś czas na blogu.

Beata

 

taniec-na-linie-2

 


Dziękuje za wizytę. Zostańmy nadal w kontakcie 🙂
Podobał ci się wpis?
Zostaw komentarz, polub go na Facebooku a jeżeli uważasz, że może się komuś przydać poślij go dalej.


 

Możesz także lubić

3 komentarze

  • Odpowiedz Hanna Czerwiec 30 at 10:38

    Trzy możliwości stały zawsze przed człowiekiem,ilekroć spotykał się z Innym: mógł wybrać wojnę,mógł odgrodzić się murem,mógł nawiązać dialog(…).W mitach wielu plemion i ludów zawarte jest przekonanie,że ludźmi jesteśmy tylko my-członkowie naszego klanu,naszej społeczności,a inni wszyscy inni są podludźmi albo w ogóle ludźmi nie są.(…)
    Ten Inny -Ryszard Kapuściński

  • Odpowiedz Epepa Czerwiec 30 at 16:06

    Jeśli zostanie wydana książka Twojego autorstwa (tak wyczytałam między wierszami) to wiedz, że będę jedną z pierwszych osób, która ją kupi. Bardzo lubię Twój styl pisania i chętnie tu zaglądam. Co do pozostałych B… zgadzam się i nie mogłabym tego lepiej ująć.

    • Odpowiedz Beata Lipiec 2 at 11:06

      Na razie rodzi się pomalutku a co z nią będzie dalej czas pokaże 🙂

    Zostaw odpowiedź

    Translate »