Alfabet c jak ciało

Wrzesień 26

W moim alfabecie było już o Beate i asymilacji a teraz, wraz z literą c czas na ciało.
Każdy kto żyje je ma. Mięśnie, kości, skóra, włosy tu i tam rosnące czy chcemy tego, czy nie, trochę płynów – to właśnie nazywamy ciałem. Stosunek do niego bywa skrajnie różny: od odrzucenia po uwielbienie. Jakkolwiek byśmy nie lubili bądź kochali tę naszą białkową powłokę bez niej żyć nie możemy.

 

Seniorzy w Austrii

 

Będąc w Austrii zauważyłam ciekawe podejście do ciała, inne niż w Polsce w kilku sprawach.
Pierwsza to ruch. Dbanie o formę i masowe spacerowanie, z kijkami, bez kijków, po lasach, parkach, winnicach, górach. Powiecie, że w Polsce też sporo osób spędza aktywnie czas – co jest oczywiście prawdą. Jest jednak pewne „ale”. Tym razem to wiek spacerowiczów, turystów na szlakach. Poza ludźmi młodymi i w średnim wieku tu wędrują masowo seniorzy. Mówię o wieku 70+, 80+ a nawet więcej.
To dbanie o kondycję i świadomość, że dla zachowania dobrej formy umysłowej i fizycznej jest ważny ruch spotkałam też w Niemczech. Czasem już minimalny w stosunku do lat gdy człowiek był w pełni sił ale ruch jest nadal regularny. Moja babcia, niestety nieżyjąca od kilkunastu lat, wyznawała podobną filozofię. Jednak w kraju nad Wisłą, gdy propagowała górskie wycieczki dla seniorów i ciągnęła na nie swoje znajome w wieku emerytalnym, była pewnego rodzaju – jak to delikatnie ująć – oryginałem. Tu nad Dunajem taki sposób spędzania czasu przez seniorów nie jest zjawiskiem nowym. Był obecny od dawna. Coś na rzeczy jest chyba z tą germańską dbałością o zdrowie, kondycję.
Przeszkodą w takim aktywnym życiu nie są finanse a sposób myślenia.
Dam wam przykład naszej sąsiadki, pani liczącej sobie 89 lat. Regularnie spaceruje po kilka kilometrów po parku sama lub w towarzystwie swoich równie jak ona młodych duchem siwowłosych koleżanek.
Zdrowa kobieta to ma siły na takie spacery – powiecie.
No nie całkiem zdrowa, po kilku poważnych operacjach w ostatniej dekadzie. Podchodzi jednak do rekonwalescencji i odzyskania kondycji tak samo jak ludzie młodzi, uważa też, że wiek nie zwalnia z dbania o ciało i nie okrada z radości życia.

 

Jak cię widzą tak cię piszą

 

Ciało, to jak je pokazujemy ubierając się, strosząc włos, piłując pazury to pewna kreacja siebie, sposób komunikacji z otoczeniem czy po prostu chwilowe szaleństwo fryzjera 😉
W Austrii dopuszczalna jest całkowita wolność twórcza. Twoje ciało – twoja sprawa. Nawet dress code biurowy jest luźniejszy. Nie dziwi tu pani urzędniczka z magistratu z filetowo-zielonym pióropuszem sterczących włosów. No właśnie ta pani była już w okolicach lat 60.
Znowu różnica w seniorach znad Wisły i Dunaju wypłynęła – mają więcej fantazji i luzu w ubiorze. Bywają tu oczywiście i mocno przerysowane ubiorem i zdobieniem postacie. Nikogo jednak to nie szokuje, nie powoduje szeptów za plecami delikwenta, niesmacznych komentarzy. Czasem pojawi się na czyjejś twarzy uśmiech jak na mojej niedawno, gdy mijał mnie na rowerze pan w wieku późnośrednim z burzą dredów zakrywających tyłek, ubrany w krótkie Lederhosen (ludowe spodnie), goły tors i mający na stopach stare, zdarte krwistoczerwone trampki, nucący pod nosem coś co brzmiało jak szlagier z Ghostbusters.
Ten gość mi się spodobał – to się nazywa mieć dystans do siebie i otoczenia 🙂

 

Wyprasowane zmarszczki

 

Tego dystansu za to brak sporej grupie pań w jego wieku pochodzących z krajów dawnego bloku wschodniego. Wyraźnie mają skłonność do nadużywania botoksu a ich twarze gładkie co prawda jak woskowa maska mają też ekspresje z nią porównywalną. Wypełniacze wstrzykiwane w usta to kolejny ich sposób dbania o wizerunek.
Może uznacie, że jestem złośliwa ale powiem to: widząc na ulicy Wiednia kobietę w wieku niewiadomym, z twarzą wyraźnie przebotoksowaną i wypełniaczem w nabrzmiałych ustach możecie obstawiać, z którego dawnego kraju socjalistycznego pochodzi.

 

Ja i sprawy ciała.

 

Kolej i na moje podejście do ciała, które od dość dawna traktuję jako narzędzie mające mi służyć – oby w pełni sprawne – do końca moich dni.
Nigdy nie miałam bzika na puncie kosmetyków czy fryzjera. Tego drugiego wręcz nie lubię a o powodach tego braku sympatii pisałam TU
Moja pielęgnacja jest w miarę możliwości naturalna i staram się unikać kosmetyków testowanych na zwierzakach. Dbam o własną skórę, oczy i nie widzę powodu, by niczemu niewinne futrzaki miały być szprycowane maziami dziwnego składu byleby zadowolić moje ego, dać mi ułudę niezwykłości, szepcząc w ucho „jesteś tego warta”.
Więcej zrobi dla poprawy kondycji skóry dobrej jakości jedzenie i woda niż krem w nią wklepywany.
Jesteśmy zbudowani z tego co zjadamy i to nie jest slogan reklamowy ekooszołomów a fakt.

Mniej w makijażu znaczy dla mnie lepiej za to mam słabość do zapachów. Do dzisiaj nie znalazłam następcy mojego kochanego a niedostępnego już Yellow Jeans Versacego.
Lubię gdy w szafie, komodzie pachnie staroświedzką lawendą.

W upraszczaniu życia doszłam już do ułatwiania sobie doboru garderoby. Kręci się w koło kilku zgranych z sobą kolorów bazowych więc nie mam obawy, że ubierając się nawet w ciemności założę na siebie rzeczy, z których każde będzie z innej bajki. To maksymalne ograniczenie kolorów bazowych to moje przemyślenie już po przeprowadzce nad Dunaj. Wynika w sumie z praktycznego podejścia do życia ale nie myślcie sobie, że nudnego. Dobra to chyba temat na innego rodzaju wpis z serii X faktów o mnie.

Wspomniałam wam już o zdrowym jedzeniu a dla mnie oznacza to unikanie alergenów, bo niestety takowe ubogacają mi życie. Szukanie zdrowego, wcale nie bardzo drogiego jedzenia w Austrii jest dość proste. Linie z „bio” produktami znajdziecie w marketach a macie jeszcze do dyspozycji sklepy ze zdrową żywnością, targi czy ekobauerów. Dbanie o ciało od strony wewnętrznej jest tu do ogarnięcia bez większego wysiłku.

Ruch w moim wykonaniu ostatnio nie jest tak bogaty w formy i zaangażowanie jak bym tego chciała. Ot, ciało mi ostatnio szwankuje i nie daje z siebie tyle ile bym chciała mimo dbania o nie ale pracuje nad nim. Podstawa to zawsze – według mnie a myślę zdroworozsądkowo nie jako spec w tej dziedzinie – jest wzmocnienie mięśni, stawów, kości i dobre rozciągnięcie, by nie ulegać co chwile kontuzji. Dość nieporadnie jeszcze ale joguję. Joga w moim jej rozumieniu i praktykowaniu ma stronę fizyczną  jedynie z elementami duchowości, bo tych nie da się uniknąć. Wyciszenie, koncentracja na tym jak pracuje ciało i zdobywanie swego rodzaju samoświadomości własnego organizmu to jednak już wchodzenie w sferę ducha/duszy/świadomości – jak to różnie zwą.
Pamiętacie to hasło „w zdrowym ciele zdrowy duch”?
Ruch wpływa na nasz stan nie tylko fizyczny ale i duchowy a umiejętność wyciszenie daje możliwość lepszego zagospodarowania czasu jaki mamy. Zadbanie o nasze białkowe ubranie powinno być więc jednym z priorytetów. Dbanie o nie raczej od środka na zewnątrz niż lakierowanie warstwy wierzchniej wierząc, że czego oczy nie widzą tego nie ma – na przykład braku kondycji, słabych kości czy rozdygotania spowodowanego stresem i chaosem w duchu/psychice.

Chwila: czy priorytetów w życiu może być kilka?

 

Beata

 


 

Dziękuję, że mnie odwiedziłeś. Nie traćmy kontaktu 🙂

Subskrybuj Viennese breakfast na maila a otrzymasz o nowych wpisach.
Obserwuj bloga na faceboku, pogadajmy na twitterze.
Popatrz ze mną na świat w fotach na Instagramie

 


 

Możesz także lubić

7 komentarzy

  • Odpowiedz Sylwia Wrzesień 26 at 16:23

    Wszystko w punkt 🙂 Ja byłam oczarowana widząc panią w garsonce z aktówką pod pachą na hulajnodze. I pani też nie była pierwszej młodości, że tak powiem 😉 Ogólnie byłam zaskoczona ilością ludzi biegających. Biegacze są wszędzie i o każdej porze dnia i nocy 😉 A co do wyrażania siebie poprzez ciało to w Polsce bardzo mi brakuje tej różnorodności. Wszyscy ubrani na jedno kopyto, jak manekiny z wystawy w sieciówce. Jeśli ktoś jest „inny” od razu jest wytykany i obśmiany. Może w większych miastach jest inaczej, w moim średniej wielkości mieście „inaczej” zawsze znaczy „gorzej”. Dużo nam brakuje do prawdziwej Europy, niestety. Buuu jak ja tęsknię za Wiedniem…

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 27 at 09:15

      Uniformizacja starszych pań w średnich i małych miasteczkach jest zadziwiająca. Mają takie same fryzury, buty, torebki 🙂 Sprawa bycia innym w dużych miastach też nie jest aż tak prosta. Znam z autopsji Kraków. Możesz mieć odjechaną fryzurę i ciuchy ale spokój będziesz mieć tylko poruszając się w pewnych środowiskach, bywając w pewnych miejscach a skrupulatnie omijając inne. Szkoda, że w PL w wielu miejscach nadal ludzie zbyt interesują się cudzymi portkami czy włosami o zawartości portfela nie wspomnę.
      Jarmarki za kilka tygodni, jeszcze chwila i będziesz tu 🙂

  • Odpowiedz Kasia Wrzesień 26 at 23:27

    Lubię to: „Przeszkodą w takim aktywnym życiu nie są finanse a sposób myślenia.” U nas to samo, bardzo łatwo jest być mieć sportowe i darmowe życie w Vancouver. Mimo że mam naszą rodzinę za dość aktywną, często łapię się na myśli, że wciąż za mało. A dziarskie starsze panie mnie motywują bardzo i takiej starości bym sobie życzyła dla bliskich w Poslce i siebie w Kanadzie. Seedeczności !

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 27 at 09:17

      W sumie to wszystko siedzie w głowie a sposób myślenia kreuje nasze życie, odbiór świata, który nas otacza.
      Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Odpowiedz Hexe Wrzesień 27 at 07:19

    W Szwajcarii tak samo. Na szlakach górskich widuję najczęściej staruszków 70+. Na drogach rowerowych, kiedy wydaje mi się, że osiągnęłam nieobliczalną prędkość, wiatr we włosach, szum w głowie aż tu nagle… wyprzedza mnie siedemdziesięciolatka na kolarce. Jakby Ferrari wyprzedzało Fiata 126p…
    Starsi ludzie spacerują, biegają, jeżdżą, robią wszystko. I nie zgodzę się z większością Polaków, że w Polsce starsi ludzie z braku pieniądza nie ruszają się. Przepraszam, chodzenie jest za darmo. Żeby na rowerze jeździć, nie trzeba kupować kolarki i ubrań sportowych wartych razem pewnie więcej niż nasz samochód, wystarczy zwyczajny rower. Utarło się, że pieniądze trzeba mieć na doktora, badania i lekarstwa. Mentalność… Jak nazwać taką mentalność?

    Wolność w kreowaniu własnej powierzchni cielesnej też mi się podoba. Tutaj nie ma czegoś takiego, że w pewnym wieku nie wypada. A na kasie w moim sklepie siedzi pani w tatuażach, kolczykach w twarzy i w zielonych włosach i nikomu to nie przeszkadza. W Polsce nie przyjęliby jej do pracy.

    W akapicie „Ja i sprawy ciała”, nie rozumiem umieszczenia tematu o kosmetykach i ubraniach, bo zupełnie nie o to w tej ‚filozofii’ chodzi. Kondycja ducha i ciała to przede wszystkim ruch i niezasiedzenie.

    Dział bio i eko można sobie sobie w sklepie darować, to jest to samo co pozostała żywność. Wystarczy też spojrzeć na etykiety, że tak samo w produktach fit znajdziemy to, czego być tam nie powinno.

    Ostatnich kilka zdań o bardzo mi się podoba, b smarowidłami i kolorami naprawdę nikt nie zatuszuje mankamentów. Polecam pilates.

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 27 at 09:29

      No właśnie – chodzenie jest za darmo. Szkoda, że spacerowanie nie jest tak popularne wśród starszych ludzi w PL jak tu.
      Kosmetyki, ubranie a nawet sposób w jaki się poruszamy, mówimy, gestykulujemy jak najbardziej dotyczy tematu ciała i wyrażania nas, bo tego nie robią tylko kolczyki czy tatuaż. To czym je okładamy z zewnątrz, w co owijamy ma wpływ na jego stan, zdrowie skóry itp.
      Jestem alergikiem i dość dokładnie muszę sprawdzać etykiety, by nie zrobić sobie psikusa. To co znajdziesz na półkach z dopiskiem bio czy eko nie musi być złe a często ma bardzo dobre składy. Nie zgodzę się więc tu z tobą po prostu wystarczy sprawdzać co wkładamy do koszyka.
      Wole jogę jest miększa a pilates „kanciasty” 😉

  • Odpowiedz Hexe Wrzesień 28 at 16:00

    W góle mentalność Polaków mogłaby się wreszcie zmienić. Może jakby nie wydawali emerytur na recepty, to by im starczało na życie. Ale zdrowie to proces całego naszego cyklu, od najmłodszych lat do końca. Zauważ, że przeciętny człowiek budzi si w wieku 50 lat, że cosik nie zadbał o siebie, bo nagle zauważył, że za młodu to on biegał, a teraz nie może do sklepu dojść. Niestety to powoduje zasiedzenie, a organizm rozleniwia się bardzo szybko.

    W produkty bio ja się zupełnie nie wczuwam, gdybym teraz poszła do kuchni, na pewno jakiś znajdę. Ja TYLKO i WYŁĄCZNIE czytam etykiety. Za to w Polsce to już jest chyba normą, że skład produktów bio i zwykłych, to to samo, tylko cenę za bio podkręcają. Dlatego mam uraz. Ale w Polsce.

    To w co owijamy ciało, czyli jak Cię widzą, tak Cię piszą. Ja się tym kompletnie nie przejmuję, mam zerowe zainteresowanie modą, tylko nie rozumiem czemu już nie mogę kupić ciuchów takich jak lubię, bo np nie da się kupić dżinsów nie-rurek. Próbowałam w 3 krajach. ;]

    Ja osobiście wolę siłownię i trekking górski, ale czasami pilates dla odmiany, mimo że taki kanciasty, ładnie też modeluje 😉

  • Zostaw odpowiedź

    Translate »
    Close