„Alles Walzer!” – wiedeńskie bale.

Marzec 1

Karnawał właśnie dobiegł końca, sale balowe wysprzątane, białe suknie debiutantek lądują w szafach a nowa fala chętnych poznania tajników perfekcyjnego płynięcia i wirowania przy dźwiękach walca wiedeńskiego, pojawi się u drzwi szkół tańca.
Wiedeńskie bale – to o nich dzisiaj opowiem wam co nie co.

 

W Wiedniu odbywa się rocznie ponad 450 balów – jest to mocno balowe i roztańczone miasto.

 

 

Noszą one ciągle rys dworskości a strój balowy to obowiązkowo długa suknia wieczorowa dla pań a panowie pojawiają się na nich w smokingach lub frakach. Trzeba też bardzo uważać na dodatki by przysłowiowa słoma nie wyszła z butów, gdy na ręku błyśniemy nawet najdroższym zegarkiem walcując po parkiecie. Takie faux pas wbrew pozorom łatwo popełnić na wiedeńskich balach, bo tu nadal kochają ceremonie rodem jeszcze z czasów cesarstwa.
Uroczyste otwarcie balu pierwszym tańcem jest znane każdemu, kto był na studniówce. Także tu zaczyna się go polonezem, ale później wiruje w walcu. Bale oczywiście są też ubogacane innymi tańcami a wszystko zależy co to za bal.
Jednak łączy je jedno – płaci się za wejście dość słono, bo od kilkudziesięciu euro do kilkunastu tysięcy.

Wracając do bali to organizują je różne towarzystwa, grupy zawodowe, są oczywiście i bale organizowane na cele dobroczynne – cóż może być lepszego gdy człowiek się wybawi a ma przy tym czyste sumienie, że balował w imię słusznej sprawy.
Tak, była tu kropla sarkazmu, bo jakoś nie rozumiem tej koncepcji imprezy dobroczynnej kosztującej masę kasy (kiecka, buty, dodatki , makijaż, fryzjer, wstęp, transport na i z imprezy – bo metrem raczej się nie wraca w takich ciuchach), na której zbiera się datki wysokości procenta kosztów jej organizowania.

 

Niechże balanga zostanie dobrą zabawą a dobroczynność i pomoc bezinteresownym oddaniem rzeczy czy grosiwa potrzebującym. Lubię prostotę i klarowność w życiu, otoczeniu, działaniu.

 

Wracając do wiedeńskich bali to bez wątpienia najbardziej znanym i medialnym jest ten w Operze ale to nie on uchodzi za najbardziej ekskluzywny.
To bal, który organizują Filharmonicy Wiedeńscy – Wiener Philharmoniker jest numerem jeden. Oczywiście przy otwarciu możecie tam usłyszeć grających gospodarzy.
Najsłodszy jest Bal Cukierkowy za to za ten z najlepszym klimatem, najbardziej nastrojowy uchodzi Bal Właścicieli Kawiarni – Kaffeesiederball.

 

 

 

 

Wiedeńska tradycja balowania, dzisiaj tak powszechna, oczywista ma swój początek 203 lata temu.

 

 

Po pokonaniu Napoleona Europa musiała ustalić nowy porządek a w sumie przywrócić stary, bo owocem dziesięciu miesięcy kongresu było uznanie nienaruszalności praw dynastii do tronów im przypisanych.
Postanowiono też zwalczać w zarodku i tłumić wszelkie ruchy demokratyczne, republikańskie i narodowe. Chciano niejako cofnąć czas do tego sprzed rewolucji francuskiej.
Ostatnie ćwierć wieku pokazały, że tron może mieć wroga w pospólstwie a nowym człowiekiem na nim zasiadającym może być ktoś praktycznie znikąd – jak Napoleon.
Do Wiednia zjechać miało 100 tysięcy ludzi z całej Europy, w tym głowy koronowane, książęta i politycy.
Obrady odbywały się jedna głównie na balach i wszelkich rautach do czerwca 1815 roku. To tam ustalano i dopinano porozumienia oraz układy. Był to dziwny czas.
Jakkolwiek to dziwnie brzmi zrobiono to całkiem skutecznie, bo w sumie nowy porządek utrzymał się z małymi perturbacjami do wybuchu I wojny światowej. Bale zaś weszły w krew Wiedeńczykom na dobre i kultywują oni tradycję po dziś dzień.

 

 

Wiedeńskie bale budzą sporo emocji.

 

 

By nie było tak słodko z tymi balami to zdradzę wam, że są też organizowane antybale a przed niektórymi wielkimi oficjalnymi balami ulice zapełniają protestanci.
W tym roku najwięcej protestów wzbudził Wiener Akademikerball.
Przed Hofburgiem gdzie był organizowany zgromadziło się około 2800 protestujących. Nazwa balu trochę wprowadza w błąd, bo jest to w sumie impreza FPÖ czyli mocno prawicowej prawicy austriackiej. Protestowali zaś ci ze skrajnej lewicy. Policja nauczona doświadczeniem ze starć tych dwóch końców politycznego kija nawet przy okazji balu zgromadziła takie siły, że było prawie 1:1 w stosunku policja do protestujących.
Na krzykach i machaniu transparentami  się więc skończyło.

 

Na zakończenie pewna ciekawostka związana z austriackim karnawałem.

 

W Austrii to czas wielkiego pożerania pączków nazywanych tu Krapfen, Pfannkuchen i Faschingskrapfen.
W tym roku zjedzono ich 100 milionów co daje 13 sztuk na osobę.
Przyznacie, że to niezły wynik 🙂

 

Beata

 


 

Dziękuję, że mnie odwiedziłeś. Nie traćmy kontaktu 🙂

Subskrybuj Viennese breakfast na maila a otrzymasz o nowych wpisach.
Obserwuj bloga na faceboku, pogadajmy na twitterze.
Popatrz ze mną na świat w fotach na Instagramie

 


 

Możesz także lubić

6 komentarzy

  • Odpowiedz MaggieWW Marzec 7 at 14:07

    Fajny, interesujący wpis – jak zawsze wyczekany przeze mnie. Bardzo podobał mi się też dołączony filmik. Możesz mi poradzić , może jakieś linki podrzucisz, jak szukać w necie takich właśnie filmików (nawet dłuższych), ale austriackich (nie niemieckich;-)). Austriacka odmiana niemieckiego ma w sobie to coś…pozdrawiam

    • Odpowiedz Beata Marzec 8 at 11:39

      Wrzuć w wyszukiwanie na You Tube „Österreichisches Deutsch” a wyskoczy Ci sporo propozycji 🙂

  • Odpowiedz Julia Marzec 7 at 17:11

    Łaaaaał! Od dziecka, odkąd słuchałam muzyki Straussa, marzy mi się taki wiedeński bal. Dzięki za artykuł, przypomniałaś mi o moim marzeniu, pozdrawiam!

    • Odpowiedz Beata Marzec 8 at 11:36

      Do usług 🙂
      O Straussach i walcach będą osobne wpisy. Zapraszam

  • Odpowiedz Niemiecki z pasją - Monika Łączna-Kur Marzec 7 at 22:08

    Ciekawy artykuł, przypomina mi o wizycie w Operze Wiedeńskiej 🙂

    • Odpowiedz Beata Marzec 8 at 11:34

      Na czym byłaś w Operze?
      W swojej tradycyjnej roli Opera jest dla mnie ciekawsza niż wtedy, gdy staje się parkietem tanecznym 😉

    Zostaw odpowiedź

    Translate »
    Close