Bitwa pod Aspern. Wiedeń, Napoleon i kufelek zimnego żywca.

Czerwiec 19

Aspern to część 22 dzielnicy Wiednia. To, co leży na północ od koryta Dunaju, dla wielu wiedeńczyków nie jest właściwie już Wiedniem. Tłumaczy to trochę fakt, że tereny te włączono w granice miasta dopiero w 1905 roku, więc stosunkowo niedawno biorąc pod uwagę dwa tysiące lat historii Wiednia.

 

Aspern

 

Aspern to spokojny kawałek miasta, z blokami, domami, kościołem i niewielkim cmentarzem. Jest tu sporo zielonych terenów jak Naturistenpark Lobau, gdzie można odpocząć, po podglądać przyrodę, chociaż to wszystko nadal w granicach prawie dwumilionowego miasta. W sumie spokojne miejsce powoli przechodzące z miejskich pejzaży w pola i miasteczka Dolnej Austrii.

Nie oszukujmy się, jest to dość zwyczajny i nudnawy z punktu widzenia turysty kawałek Wiednia, bo co tu można zobaczyć ciekawego?

 

Działo się to w 1809 roku

 

Można przejść się uliczkami między blokami, minąć park, fabrykę Opla, dojść aż do domków w Essling i wrócić zielonymi ścieżkami Labau – dawnej wyspy na Dunaju i nawet nie zauważyć, że to tu rozegrała się jedna z najważniejszych bitew wojen napoleońskich. Ziemię pokrywały trupy 43 tysięcy ludzi walczących tu przez dwa dni. Działo się to w maju 209 lat temu.
Powiecie, że to było dawno i ziemia zatarła ślady. Macie rację, poza trupami 3 000 walczących po stronie Napoleona pochowanych na tutejszym cmentarzu, małym muzeum bitwy, które znajdziecie przy kościele, zostało jedynie kilka nierzucających się w oczy pomników i ogromny biały lew pod kościołem.
To on natchnął mnie, by przypomnieć sobie rozegraną tu bitwę. Chciałam Wam po prostu opowiedzieć ciekawą historię, jednak Aspern spłatało mi figla i zmusiło do postawienia wielu pytań, na które muszę sobie odpowiedzieć.

 

Wszystko zaczęło się od słownika

 

Szukałam informacji o bitwie pod Aspern i ku swojemu zaskoczeniu, w języku niemieckim wszystkie znajdowałam pod hasłem Schlacht bei Aspern.
Schlachten to po niemiecku zarzynać, ubijać.
Der Schlachter to nikt inny tylko rzeźnik lub masowy morderca.
Rzeźnia to der Schlachthof lub das Schlachthaus.
Przez te słowa coś do mnie dotarło.
Nadanie bitwie, zwłaszcza takiej gdzie dochodzi do masakry, liczba poległych odbiera mowę, nazwa pochodząca od rzeźni jest właściwsza niż zwykła der Kampf — walka, starcie, bitwa.
Niemiecki ma to do siebie, że nie owija w bawełnę, nie ma tu takich niedopowiedzeń jak w polskim. Tak przy okazji to pewnie znacie słowo szlachtować zapożyczone właśnie z niemieckiego.

 

Ambicje, które podpaliły Europę

 

Nim doszło do bitwy pod Aspern w 1809 roku, cofnę się jeszcze dwa lata wstecz. Korsykanin z wielkimi ambicjami podporządkował sobie prawie całą Europę. Jednych podbił, innych zastraszył, a z Rosją na razie podpisał pokój, by nie angażować się na wschodzie, skoro chciał pokazać sąsiadom zamieszkałym wyspę za Kanałem, że ma ich w garści. Izolacja Anglii – to był cel Napoleona. Miała ona doprowadzić do biedy i upadku odwiecznego rywala Francji.

Wszystko szło po jego myśli, narody truchlały gdy spojrzał na nie krzywo – w końcu od dekady gdzie się pojawił tam płynęło morze krwi, a trony zajmowali kolejni jego krewni lub usłużni poddani. Trzeba mu przyznać, że manipulował narodami mistrzowsko. Nastawiał jednych przeciw drugim, braci, synów i ojców przeciw sobie. Obiecywał gruszki na wierzbie mężczyznom w Europie, byle przelewali krew pod jego sztandarem.

 

Był jednak problem z krnąbrnymi Hiszpanami, którzy powiedzieli basta!

 

Wybuchło powstanie przeciw Napoleonowi, narzuconym przez niego porządkom i okupacyjnym wojskom, jakie ciągnęły bez końca do tego kraju.
Musiały być tam odsyłane, bo wraz z tym, jak rósł ucisk buta najeźdźcy na kraj, Hiszpanie podnosili głowy coraz wyżej. By złamać kark butnemu narodowi, ten „bóg wojny” wysłał przeciw nim polskich szwoleżerów, którzy walcząc o wolność i odrodzenie własnego kraju, łamali prawo do wolności Hiszpanów, otwierając Napoleonowi drogę w wąwozie Somosierra bohatersko bronionym przez powstańców.

 

Cudze wojny

 

Walczyliśmy nie raz, nie dwa w cudzych wojnach. Dzisiaj lubimy o tym zapominać. Sama wyrosłam w środowisku, gdzie żołnierzy wojen napoleońskich otaczał szacunek i podziw. Zastanawiałam się jednak czy w imię osiągnięcia własnego celu, nawet najszlachetniejszego mam prawo posuwać się do deptania tego, co chcę zdobyć u innych?
Odpowiedź wydaje się prosta, gdy mówię o jednostce, ale gdy zbiór ludzi rośnie w naród i jego prawa czy nadal jest tak oczywista?

 

Krew nie woda?

 

Rozterki i myśli, z jakimi musieli uporać się współcześni Napoleonowi ludzie, zmieniając sztandary, były o niebo większe niż moje dzisiaj. Taki polski bohater narodowy jak książę Józef Poniatowski urodził się i wychował w Wiedniu, jego mama była z Kinskich – rodu czesko-austriackiego. Już tata Józka służył w austriackim wojsku, a syn zdobył tu szlify wojskowe i przyjaciół.
Jednym z nich był austriacki bohater narodowy Karl Philipp Schwarzenberg. To ten, którego pomnik stoi w 3 dzielnicy Wiednia. Nawet w czasach, gdy Napoleon rządził i szarpał Europę, ci dwaj raz byli po tej samej stronie frontu a innym razem stali naprzeciw siebie.
W 1813 ich przyjaźń zakończyła śmierć jednego z nich w bitwie, którą dowodził drugi.
W bitwie narodów pod Lipskiem doskonale dowodzonej przez Schwarzenberga poległ Poniatowski.

 

Bunt

 

Nim jednak doszło do tych wydarzeń, wróćmy do roku 1809, gdy za przykładem Hiszpanów w innych narodach ludzie zaczynali podnosić głowy. Wiosną tego roku Austria, która od kilku miesięcy zbroiła się w tajemnicy teraz zaatakowała. Wierzyła, że bliskie jej Niemcy pójdą za jej śladem a za nimi być może reszta i czas niekończących się przemarszów wojsk Napoleona po Europie dobiegnie końca. Niestety tylko część Bawarczyków zbuntowała się przeciw najeźdźcy i jego porządkom. To było mało, ale Austriacy postawili wszystko na jedną kartę, mieli dosyć upokorzeń.
Tak, to prawda, że Habsburgowie tracili władzę, ale nie tylko oni mieli dosyć panoszących się Francuzów, zwykli ludzie też. Wojna trwała praktycznie bez przerwy od dekady, w bitwach ginęły tysiące ludzi wszystkich języków, to był dobry czas, by z tym skończyć.

 

Karol Ludwik Habsburg

 

Na czele austriackiej armii stanął Karol Ludwik Habsburg, ten sam, który przyczynił się do rozkwitu i dobrobytu Księstwa Cieszyńskiego. Rosja teoretycznie sprzymierzona z Francuzami udawała, że walczy dla nich, a praktycznie zajmowała bez walki tylko te ziemie dawnej Rzeczypospolitej, które Napoleon obiecywał Polakom, jako namiastkę niepodległości byle przelewali krew w jego wojnach.
W końcu wojny w tym czasie dość często kończyły się zawarciem pokoju z pozostawieniem zajętych ziem w posiadaniu tego, kto je zajmował w momencie jego podpisania.
Walczono więc na Mazowszu i w Galicji. Żołnierze mówiący po polsku ścierali się na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej, walcząc pod różnymi sztandarami.
To była dziwna sytuacja, bo nawet na własnej ziemi toczyliśmy cudzą wojnę.

 

Bitwa pod Aspern

 

Napoleon ze swoją armią weteranów, najlepszych, najbardziej doświadczonych w walkach szedł prosto na Wiedeń. Uznał, że Karola może pokonać, gdy złamie ducha walki jego żołnierzy odbierając im nadzieję, bo przecież stolica upadła. No i tu się pomylił.
Karol ruszył co prawda pod Wiedeń ale bez paniki. Napoleon przeprawiał swoją armię przez Dunaj. Obaj mieli spotkać się pod Aspern i polach Essling.
Karol miał więcej wojska, ale niedoświadczonego, niezaprawionego w walce. Napoleon dysponował weteranami, którym byle młodzik z nowego naboru nie był godny butów czyścić.
Pierwszego dnia przewaga Austriaków to 3 do 1, drugiego spadła do 3 do 2. Jednak najwyraźniej Dunaj wspierał swoich, bo jego wzburzone wody pozrywały mosty.
Chociaż Napoleon spieszył się z przeprawą jak tylko mógł, wody rzeki co raz płatały mu psikusa, przeszkadzając w przeprawie i dostarczaniu zaopatrzenia dla walczących przez łatany w pośpiechu most.

To co stało się, gdy wojska starły się z sobą można opisać tylko słowem masakra. Dwa dni masakry!
Gdy drugiego dnia wojska Karola wykrwawiały się i traciły nadzieję na zwycięstwo, stało się coś zaskakującego – Napoleon zarządził odwrót i wycofanie na wyspę Lobau.
Dunaj uniemożliwił dostarczanie amunicji, przez co stało się jasne, że napoleońskie wojska mogą być zepchnięte do wezbranego Dunaju, walcząc jedynie na bagnety i szable, o ile przeciwnik ich wcześniej nie wystrzela.

 

Bóg wojny pokonany

 

Wycofujący się Napoleon po przegranej bitwie, w której zginęło dwóch jego generałów, to był szok dla Francuzów i Europy. Karol i wojska austriackie składające się z wielu narodów pokazały, że tego szaleńca można pokonać, on nie jest „bogiem wojny”.
Człowiek, który uważał, że wygrana bitwa to taka, w której fizycznie zniszczy się siły wroga, co w praktyce oznaczało wymordowanie żołnierzy przeciwnika, stracił swoich najwierniejszych weteranów, walczących u jego boku od lat.
23 000 poległych po stronie francuskiej i 20 000 austriackiej – to prawdziwy koszt tej bitwy.

 

Wagram

 

Dwa miesiące później i 10 km na północ od miejsca tej rzezi doszło do kolejnej bitwy między Napoleonem a Austrią. Chociaż pod Wagram Austriacy zostali pokonani, to Aspern natchnęło nadzieją narody Europy, że nowy, narzucony porządek i samego Napoleona można się pozbyć. Stare rody książęce i królewskie podniosły głowy i uwierzyły, że jeszcze nie jest wszystko stracone.
W bitwie pod Wagram do zwycięstwa Napoleona w dużej mierze przyczynili się Polscy żołnierze z zaboru rosyjskiego wykrwawiający Polaków z Galicji.
Czasy Napoleona to smutny okres dla wielu narodów, dla Polaków też. Nie ma co kryć, że daliśmy się wciągnąć w wojnę, która nie była nasza. Zaufaliśmy obietnicy danej przez człowieka, który rozgrywał nas jak chciał i nie myślał dotrzymać obietnic mięsu armatniemu.
Powiecie: przecież Księstwo Warszawskie, później Kongresówka to jednak były zdobycze, namiastki…
No właśnie, namiastki czego?
Nauczyły one nas świętować przegrane powstania i zapominać o wygranych walkach.
Cenić bardziej zrywy niż konsekwentną, ale powolną pracę u podstaw.

 

Trudne pytania.

 

Wiem, że dzisiaj z perspektywy dwóch stuleci łatwo oceniać wydarzenia, bo znamy ich skutki. Jednak jedna rzecz nie daje mi spokoju, to odpowiedzi na pytania:

 


Jak często ja daję się wciągać w cudze wojny?

Czy ufam komuś, kto nie ma zamiaru dotrzymać mi obietnic?

Na ile moje najbardziej podstawowe prawa są warte tego, by walczyć o nie kosztem łamania ich u innych?


 

Owszem czasem trzeba zrobić co trzeba i jak we wrześniu 1939 złapać za broń w nierównej walce pomimo zdrady tych, którzy obiecali pomoc. Nie warto jednak łapać za broń dla cudzej chwały, a już na pewno pod pretekstem niesienia innym tego, co w naszym mniemaniu jest samym dobrem – jak chociażby demokracja, podpalać kraje, kontynenty i nie daj Boże świat. Zdecydowanie lepsza moim zdaniem jest praca od podstaw jak Karola w Księstwie Cieszyńskim.

Po Napoleonie w Polsce, Austrii i innych krajach Europy zostały groby setek tysięcy ludzi i pomniki przypominające o tych rzeziach.
Po Karolu nie tylko browar i piwo, ale kwitnące ziemie cieszyńska i żywiecka.
Za zmianę powstałą w wyniku zmiany myślenia, a nie fizycznej eliminacji przeciwnika wzniosę kufelek zimnego Żywca!

 

Beata

Możesz także lubić

4 komentarze

  • Odpowiedz Bogdan Czerwiec 19 at 16:46

    Ciekawa historia bo kilkupłaszczyznowa i mniej znana niż inne potyczki Napoleona i jego przeciwników. Jak zwykle – nic nie jest białe i czarne.
    Szlachtowanie jako słowo funkcjonuje też w naszym języku i raczej w jednoznacznym znaczeniu a zważywszy na 43 tys. trupów
    w dwa dni – to była prawdziwa jatka.
    Browar Żywiec to kawał pięknej historii. I ja kiedyś ceniłem to piwo zwłaszcza Krakusa a szczególnie pitego w samym browarze. Teraz – no cóż jeżeli mam wznieść kufelek to wolę jakiegoś Ottakringerka ( jak mam okazję).

    • Odpowiedz Beata Czerwiec 19 at 17:51

      Za Karola wypada żywcem lub cieszyńskim 🙂
      Czarno-białe historie bywają tylko w bajkach dla dzieci. Trochę szkoda, bo taki świat byłby prosty do zrozumienia i oceny.
      Bitwa spowodowała takie straty w doborowej kadrze Napoleona, że odbiły się one na przyszłości Korsykanina.

  • Odpowiedz Magda Mierowska Sierpień 21 at 16:05

    Z zainteresowaniem, w zachwycie przeczytałam wszystko – bardzo ciekawe i dobrze dobrane informacje. Do zapamietania. Dzisiaj tu trafiłam szukając przedstawiciela firmy Manner, bo znalazłam w Warszawie 4-5 miejsc, gdzie mogłam zawsze wafle firmy Manner kupić, a teraz cienko – wyparowały. Te wafle to na ogrzanie ducha i podtrzymanie wspomnień. I zawsze jak na rmf classic jest Strauss – najlepiej kiedy dyryguje Willy Boskovsky, bo byłam na Neujahrs-Konzert wieki temu – to odbieram to jako osobiste pozdrowienie z Wiednia. Oczywiście, że dla nas z Galicji, tylko Żywiec.

  • Odpowiedz Beata Sierpień 22 at 09:51

    Dziękuję.
    Wafelki zawsze były w Piotrze i Pawle. Zniknęły i u nich?
    Pozdrawiam ciepło i zachęcam do odświeżenia wspomnień na miejscu, odwiedzenia Wiednia 🙂

  • Zostaw odpowiedź

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

    Translate »