Goście, Wiener Schnitzel i Grinzing.

Pierwszy majowy długi weekend w Polsce pokrywa się z austriackim. Taką okazję trzeba wykorzystać, więc zjechali do nas goście. Niby kiedyś tam coś Wiednia widzieli, ale, o zgrozo, nie jedli Wiener Schnitzela!       Tak nie może być, by prawdziwy mięsożerca, będąc w stolicy Austrii, nie spróbował prawdziwego wiedeńskiego kawałka cielęciny. Tak, bo ten prawdziwy Wiener Schnitzel jest cielęcy i tylko cielęcy! To nie jakaś tam rozklepana wieprzowina, czy oskubane ptactwo. Ma być duży, cieniusieńki, w chrupiącej panierce, smażony na maśle, podany z cząstką cytryny, by go skropić jej sokiem przed pożarciem.     Moja silniejsza połowa, nie chciał nawet towarzysko zjeść prawdziwego wiedeńskiego sznycla, bo jak mówi nie je dzieci niezależnie od tego, z jakiego są  gatunku. Hm… No nie jestem pewna, bo jak rozpoznaje wiek tych morskich wielonogów, zwanych owocami morza? Ładne mi owoce! Z oczami, nogami i całą resztą. Jednak to nie tylko „brukselka” z jej urzędnikami, potrafi takie  absurdy ogłaszać jak te, że ślimak to ryba, a marchewka owoc. Jak widać owoce z nogami, nerkami i uciekające z talerza były już wcześniej. Zawsze to jakoś łatwiej myśleć, że połykam owoc morza, a nie żywą wijącą się i chcącą uciekać z ust ostrygę. Co ma robić … Czytaj dalej Goście, Wiener Schnitzel i Grinzing.