Jesień zmian i doprowadzanie rzeczy do końca.

Październik 22


Wraz ze spadaniem liści z drzew mnie dopadła chęć zmian i pozbycia się rzeczy zbędnych. Odzyskania przestrzeni, kontroli i zmiany.
Kilkanaście miesięcy temu wydawało mi się, że posprzątałam  wszystko bardzo dokładnie. Dotyczyło to praktycznie każdej sfery życia, a tu masz jaka niespodzianka.
Okazało się, że nic nie stoi w miejscu. To co było dobre lub wystarczające wtedy, teraz już się nie sprawdza.

Przyszła jesień ze swoimi długimi wieczorami, mgłami i chłodem. Tymczasem ja zamiast zapadać w zimowy sen z herbatką i książką w ręce robię rewolucje w szafach,  na pułkach i własnej głowie. Energia do działania mnie roznosi.
Przekonałam się, że zmiany jakie zaszły w moim życiu, we mnie  są na tyle istotne, by przeglądnąć jeszcze raz stan posiadania gratów wszelakich.
Co mam, co jest mi potrzebne, co zbędnym balastem i zbieraczem kurzu, czego nie mam, a jest mi niezbędne.
Nie tylko rzeczy jak kubki, książki, pościel, itp. dopadła ta nowa ocena przydatności. Bardziej osobiste rzeczy jak moja kosmetyczka i szafa też przechodzą ostrą metamorfozę. Mniej – i tak mam mało ale nie wszystko trafione – za to dobrej jakości.
Dobra jakość nie jest równoznaczna z wysoką ceną. Chociaż powiedzenie „tanie jest drogie” ma w sobie wiele prawdy.
Najbardziej deficytową rzeczą jest dla mnie czas.
Doba ma stanowczo za mało godzin.
Niestety na ilość czasu jakim dysponuję nie mam wpływu.  Mam wpływ na to jak go wykorzystuję.
No i to właśnie jest najważniejszy punkt moich zmian.
Za dużo projektów w trakcie realizacji, za mało czasu dla siebie, bliskich.
Muszę się całkowicie przeorganizować.
Zaczęłam od lektury książki, którą teoretycznie kiedyś już połknęłam ale poza teoretyczną znajomością jej treści niewiele zmian wprowadziłam w życie.
Mówię o „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności” Davida Allena.
Kilka prostych zasad pomagających odzyskać kontrolę nie tylko nad pracą.
Jest kilka metod by nie marnować czasu i doprowadzać sprawy do końca.
Tą dla mnie najtrudniejszą do wprowadzenia w życie jest „dwuminutówka”.
Chodzi o to by czynności, które zajmą mniej niż 2 minuty wykonać natychmiast.
Odkładanie ich zwykle kończy się zapomnieniem lub takich ich nagromadzeniem, że ciężko się z tej lawiny drobnych spraw wygrzebać.
Przykład:
Trzeba zadzwonić do lekarza umówić wizytę.
Telefon zajmie mniej niż te magiczne 2 minuty.
Zrobione natychmiast i sprawa załatwiona, ruszyła do przodu.
Odłożenie na później oznacza dla mnie by nie zapomnieć o telefonie, zapisanie w kalendarzu, że trzeba umówić wizytę – sama ta czynność czasem jest dłuższa niż jej wykonanie.
Szkoda czasu na zapisywanie.
No to biorę się za GTD.
Jak mi idzie napiszę za jakiś czas.

Możesz także lubić

2 komentarze

  • Odpowiedz Anonymous Październik 23 at 13:15

    Dziwną porę wybrałaś sobie na porządki, ludzie z reguły robią je na początku roku.
    GTD próbowałem przeczytać 3 razy, zawsze coś mi przeszkadzało skończyć tą książkę.
    Może i ja powinienem swoje biurko posprzątać i skończyć książkę?

    • Odpowiedz Viennese breakfast Październik 23 at 17:31

      Dobra pora dla mnie skoro mnie dopadło teraz 🙂 Początek będzie wtedy kiedy zaczniesz.
      Początki roku mają różne daty. Dla dzieciaków to wrzesień i nowy rok szkolny, dla studentów zaczyna się w październiku. Jedni mają go w styczniu inni kwietniu. Jakoś nigdy mi się on ze sprzątaniem nie kojarzył.

    Zostaw odpowiedź

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

    Translate »
    Close