Kokosowy prysznic.

Luty 11

lawenda

 

Na dworze ciągle ni to zima, ni to wiosna. Listopadowa pogoda. Zimno, mokro, szaro, depresyjnie. Gorący prysznic w taki dzień, to sposób na ogrzanie ciałka ale i mini aromaterapię. Niestety, brak wanny wyklucza porządny rytuał kąpielowy. ze świecami, olejkami i bąbelkami. Zostaje mi zadowolić się zapachami żeli myjących.

Poluje na takie o zapachach naturalnych, czy raczej jak najbliższe tym, występującym w naturze. Nie lubię gdy coś, co ma wylądować na mojej skórze, pachnie detergentem. Tak, wiem. Sam zapach, to dopiero połowa sukcesu, jeszcze skład jest ważny. Szukałam czegoś czekoladowego i o zapachu kwiatów lipy. Nie znalazłam.

Przyniosłam za to sporą, bo półlitrową butelkę płynu o zapachu kokosowym. O dziwo pachnie kokosem. „My coconut island” jest tak blisko zapachu naturalnego kokosu, jak tylko można sobie pomarzyć. Szkoda, że szybko ulatnia się z gąbki. Właściwie to już gdy kończę mycie, po zapachu nie ma śladu.

Za to Lavera Rose Garden Bio-Wildrose podbiła mnie! To 150 ml przyjemności. O mojej słabości do konfitury z płatków róży pisałam już tu (klik). Ten żel pachnie właśnie tak jak moja ulubiona konfitura! Dla mnie oznacza to pełny relaks pod prysznicem. Do tego Lavera, to kosmetyki naturalne, eko itp. Dla mnie znaczy to tyle, że nic mnie nie szczypie i nie swędzi po zaaplikowaniu na skórę. Laverę dopiero poznaje, a już drugi ich produkt, ma u mnie stałe miejsce w kosmetyczce. Pierwszy to odżywka do włosów Lavera Apfel Haarspülung (klik).

Na koniec najbardziej lawendowe mydło jakie miałam – Alverde Lavendel Malve. Alverde to kolejna marka kosmetyków z dobrymi składami, bez silikonów i innego badziewia.

Wisienką na torcie są ceny:

My coconut island – 3,99 E

Lavera Rose Garden Bio-Wildrose – 3,99 E

Alverde Lavendel Malve – 1,35 E

 

myjki

 

 

Możesz także lubić

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Translate »