Na językach – czas na moje językowe perypetie

Sierpień 26

Dzisiaj ostatnia środa wakacji i nieco zmieniłam plan co do wpisu, który miał się tu ukazać.
Wywiady z blogerami o językach i ich sposobach na naukę języków, będą nadal ukazywać się na blogu ale już nie co środę a co drugą, może trzecią. Nie chcę z nich zrezygnować bo sporo dzięki nim się dowiedziałam.
Cykl będzie kontynuowany tak długo jak długo emigracyjni blogerzy będą chcieli ze mną dalej rozmawiać o swoich perypetiach z opanowaniem języka kraju w którym mieszkają, dzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat jego nauki.

Dzisiaj na językach będzie coś o mnie.
Uczyć się lubię ale jest jeden przedmiot który wchodzi mi dość opornie do głowy.
Czas na szczere wyznanie.

Nie jestem orłem językowym.
Trudno zapamiętuje słówka i lubią mi się mieszać. Nauka języków idzie mi opornie, za to zapominanie nabytej wiedzy przychodzi w zaskakująco szybkim tempie.
Wstyd się przyznać, ale teoretycznie powinnam jakoś tam sobie radzić w w francuskim – w końcu zdałam z niego maturę, rosyjskim – bo wbijano mi go do głowy przez osiem lat.

Niech mi ktoś powie jakim cudem zaliczyłam łacinę, skoro dzisiaj jej znajomość jest u mnie w stanie … hm… a nie jest jedynym językiem martwym który kułam 😉
Na tym nie koniec, bo teoretycznie jeszcze czterech się uczyłam i w jakimś tam momencie robiłam z nich zaliczenia lub zdawałam egzaminy.
Dzisiaj moja znajomość francuskiego jest….no, dobra szczerze.
Dla testu włączyłam sobie ostatnio odcinek „Profilu” po francusku. Wyszło gorzej niż źle.
Angielski też daleki od uznania go za dobry, bo bardziej czytany i słuchany niż gadany przeze mnie.
Z rosyjskiego pozostała bierna znajomość i o dziwo nadal nie najgorzej czytam bukwy.
Moje języki starożytne są na poziomie odległych wspomnień czasu młodości durnej i chmurnej i na razie tam zostaną.

Postanowiłam jednak ratować co się da z francuskiego, ciągnąć na siłę w górę angielski i narzucić sobie reżim bez możliwości jakiegokolwiek pisku, że za dużo go – z niemieckim. Plany mam poważne i pisze tu o nich, by samej na siebie bat ukręcić, bo a nóż ktoś zapamięta to wyznanie i zapyta o rezultaty….

Sama sobie obiecuję, że za 10 miesięcy, 29 czerwca roku 2016, będę swobodnie rozmawiać w moich trzech językach – wyrzutach sumienia, znaczy po niemiecku, angielsku i francusku.
Za francuski biorę się od stycznia, by zbytnio sobie nie namieszać 😉

Skorzystałam z doświadczeń jakimi dzielili się moi goście w rozmowach o językach. Wprowadzam jak najwięcej niemieckiego i angielskiego do życia codziennego.
Na przykład pichcenie przechodzi na te języki.
Mam już nawet dwie książeczki kucharskie: „Vegetarisch: Abwechslungsreich, frisch und lecker” i „Kartoffeln. Einfach, vielseitig und immer köstlich”.

 

nauka-przez-pichcenie2

 

Doszłam do wniosku, że najprościej mi zrozumieć taką literaturę niemiecką, przynajmniej na początek 😉
Poszukuje też dobrych blogów niemieckich z kuchnią dla wegetarian, wegan, bezglutenowców, blogów pisanych przez wielbicieli filozofii „slow” i takich ogólnożyciowych.
Jeżeli jakieś znacie proszę o cynk.
Podobna tematyka dotyczy poszukiwanych blogów po angielsku i francusku.
Poza książkami kucharskimi przechodzę na obowiązkową godzinę filmową w ciągu dnia i to będzie duże wyzwanie.

Czas to deficytowy towar więc pewnie będę oglądać je nocami.
Puściłam wici wśród znajomych, że przygarniam niekochane już płyty z serialami i filmami.
List do Mikołaja też już napisany 😉

Acha, no i oczywiście fiszkuje na całego 🙂

Na półmetku, czyli na przełomie stycznia i lutego, zdam wam sprawozdanie z moich postępów językowych.

Na koniec mam pytanie do znających anglojęzyczne, francuskie i niemieckie kino:
Co polecacie oglądać?
Z francuskich seriali znam i lubię „Profil” ale teraz chce się zmierzyć z nim w oryginale.
Co poza nim?
Ważne dla mnie by w filmach był współczesny język.

Ufff…
No to do roboty kobieto, by za kilka miesięcy nie było wstydu 🙂

 

Możesz także lubić

13 komentarzy

  • Odpowiedz Jhazper Sierpień 26 at 09:51

    Mogę z tobą poćwiczyć rozmowę po angielsku jeśli masz ochotę,
    10 minut tygodniowo przez Skype czy ile tam chcesz – daj znać w razie czego 😉

  • Odpowiedz natalia Sierpień 26 at 10:23

    jeśli jeszcze filmy po francusku Cię przerażają to polecam skecze np. Florence Foresti. Polecam też baardzo mini serial na youtube „scenes de menages” i francuskich kasię i tomka „un gars une fille”. Uwielbiam też „mere et fille” :)) (sorry za brak akcentów)

    • Odpowiedz Beata Sierpień 26 at 11:04

      Nie przerażają 🙂
      Raczej nie znam francuskich seriali poza wspomnianym „Profilem” i nie wiem co oglądać.
      Dziękuję za podpowiedź serialową 🙂

  • Odpowiedz Aneta Hey ho! Sierpień 26 at 13:20

    No dobra, zmotywowałaś mnie bo z niemieckim leżę i kwiczę. Nie robię nic od 4 dni, bo mi się zupełnie nie kce! Chyba mnie zmotywowałaś do narzucenia sobie terminu.

    Link do dobrego bloga po niemiecku tu
    Po angielski: This Rawsome Vegan Life – (ulubiony!)
    Vegan Richa – (drugi ulubiony!)
    Deliciously Ella
    Oh She Glows
    Kat Eats Real Food

    Jeśli chodzi o (brytyjski) angielski to polecam ci oglądanie cooking show The Great British Bake Off- język jak najbardziej współczesny i o gotowaniu!

    Oglądałam kiedyś francuski serial Les Revenants i to jeden z moich ulubionych. Wszystkie filmy z Louis de Funes powinny znaleźć się na liście 😀
    Pamiętasz bajkę było sobie życie? Wiem, nie współczesne, ale chyba łatwy język 🙂

    • Odpowiedz Beata Sierpień 26 at 13:58

      O! ile linków!
      Dzięki!
      Dawaj termin na czerwiec i za 10 miesięcy idziemy w miasto testowo sprawdzając siebie nawzajem ale wszystko i ze wszystkimi tylko po austriacku załatwiamy i gadamy 🙂

      • Odpowiedz Aneta Hey ho! Sierpień 26 at 20:39

        Dobra! Mam nadzieję, że to mój kuper do pracy kopnie. 26 sieprnia 2016 😉

  • Odpowiedz baixiaotai Sierpień 26 at 16:05

    Dobrze, że filmowo/serialowo. Mój chiński i angielski bardzo, ale to bardzo skoczyły, gdy nauczyłam się nie denerwować nie rozumiejąc wszystkiego podczas oglądania w oryginale 😉

  • Odpowiedz Dorota "Dorkita" Strzelecka Sierpień 27 at 01:07

    No proszę, w dobie gdy znajomość języków jest wymagana, też kiedyś uwazałam się za… tumana 😛 Ale nie ma co ściemniać, nauka języków do łatwych nie należy. Jednym lepiej wchodzi a drugim nie i zalezy tez od tego ilu języczni są. My Polacy niestety mamy tylko jeden ojczysty język a reszty musimy się nauczyc. Marokańczyk na przykład ma… 3 ojczyste jezyki i każdy jest inny dzięki temu nauka nowych przychodzi im z łatwością. Choć podobną przyszłość swoim dzieciom szykują Polki na emigracji 😉 Niepraktykowany język nie-ojczysty zawsze zamiera tak jak u Ciebie rosyjski i łacina. Ja znam bardzo dobrze hiszpański, bo używam na codzień, ale gdybym została całkowicie odcięta od niego na 5 lat to zapomniałabym totalnie. Miałam podobny problem z angielskim i nadrabianie dużo mnie kosztowało.
    Najważniejsze to jednak sie nie poddawać jeśli slówka nie wchodzą. Mi aby jakieś weszło musi mieć ładunek emocjonalny. Dobrze jest dużo czytać i słuchać więc dobry pomysł z filmami. Do angielskiego polecam oglądac wideo np. wystąpienia z TED z tematów, które Cię interesują.
    No i przede wszystkim gadać! Zgadzam sie z tym ze najpierw uczymy się rozumieć a potem wysławiać. Możemy rozumieć na piśmie (to zazwyczaj lepiej), ze słuchu ale nic nie umieć powiedzieć. Dla mnie najskuteczniejszą lekcją były rozmowy z cudzoziemcami. Nic nie mogło się im równać.
    Może za dużo języków naraz bierzesz na siebie ale trzymam kciuki za Twój cel. Pozwodzenia!

    • Odpowiedz Beata Sierpień 27 at 08:24

      Te trzy to raczej minimum. Niemiecki bo żyje w Austrii, angielski bo sporo w nim robię. Właściwie tylko francuski jest bez musu ale liczę, że dawna jego znajomość ułatwi mi sprawę 🙂
      Masz rację z TED 🙂 Dzięki.

  • Odpowiedz Obieżyświatka Wrzesień 15 at 17:02

    Trzymam kciuki za postanowienia 🙂
    O.
    PS. Nadrabiam powoli zaległości na Twoim blogu 🙂

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 17 at 09:47

      Już widzę, że nie będzie lekko ale grunt to motywacja 🙂

    Zostaw odpowiedź

    Translate »