Na językach – Natalia po chińsku

Sierpień 5

Chiny to odległy kraj w którym mieszka co siódmy mieszkaniec globu. Sporo ludzi i ogromny kawał ziemi na którym króluje język chiński. Dzisiaj na językach Natalia po chińsku, autorką bloga Mały biały Tajfun.

 

Uliczka w Jianshui. Autorka zdjęcia jest  Natalia

Uliczka w Jianshui. Autorką zdjęcia jest Natalia

Natalia to …
nieumiarkowana azjofilka, która od paru lat buduje z chińskim mężem życie w Kunmingu, stolicy urokliwej prowincji Yunnan w południowo-zachodnich Chinach. Prowadzi blog o Chinach w różnych odsłonach: o kuchni, zwyczajach, tzw. zwykłych ludziach i ciekawych miejscach.
Chińskie imię wymyśliłam sobie sama, tuż po rozpoczęciu nauki chińskiego. Baixiaotai znaczy dokładnie Biały Mały Tajfun i taka jest też nazwa mojego blogu.

Piszesz bloga o ?

O Chinach. Ale nie o całych, tylko o tych moich – czyli głównie o Yunnanie, w którym od paru lat mieszkam. O tutejszych ludziach, o kuchni, o ciekawych miejscach, o komicznych scenkach małżeńskich (wyszłam za mąż za rodowitego Yunnańczyka); pokazuję na zdjęciach, jak wygląda moje życie codzienne. Przytaczam legendy, tłumaczę eseje – Azja mnie opętała i… dobrze mi z tym 😉

Dlaczego zaczęłaś pisać?

Kiedy zaczynałam blogować, to miało być tylko dla mnie i przyjaciół, wcale niekoniecznie o Azji! Jakoś potem samo wyszło, że Azja to moje życie. A że przyjaciele i rodzina zostali w Polsce, blog zaczął służyć komunikacji i pokazywaniu tego kompletnie innego świata. Z czasem, gdy okazało się, że zapuściłam tu korzenie, gdy zaczęłam więcej rozumieć, a życie zwolniło, zrozumiałam, że coś tracę. Że muszę zapisywać te pierwsze zachwyty, bo o nich zapomnę. Tylko raz można po raz pierwszy w życiu spróbować duriana, tylko raz można po raz pierwszy dokądś pojechać. Kolekcjonuję więc te „pierwsze razy”, żeby o nich nie zapomnieć i żeby mi nie spowszedniały.

Mieszkasz w bardzo dla mnie egzotycznym miejscu na globie, gdzie mówi się równie egzotycznym językiem. Kiedy pierwszy raz zetknęłaś się z chińskim?

Skończyłam właśnie studia licencjackie. Tata pracował na Tajwanie. Pojechałam do Niego w odwiedziny i… wsiąkłam. Nie rozumiałam NIC z tego, co się działo na ulicy, olśniewała mnie feeria kolorów, zapachów i smaków. Doświadczyłam Azji na własnej skórze – i właśnie wtedy zapragnęłam zrozumieć tę magię.

 

P3170175

Wodospady Dziewięciu Smoków koło Luoping. Fot. Natalia

 

Jak wyglądała twoja nauka chińskiego?

Wylądowałam na intensywnym kursie językowym z bandą Japończyków i jednym Szwajcarem. Trzy godziny dziennie nauczycielka zmuszała nas do mówienia, czytania, orientowania się. Jako, że Japończycy znali doskonale chińskie znaki, a Szwajcar już się ich kiedyś uczył, w czasie lekcji w ogóle nie poświęcaliśmy czasu pisaniu, etymologii itd. Tym zajmowałam się przez resztę dnia. Pamiętasz, jak sześciolatki ćwiczą pisanie literek? Codziennie pisałam po dziesięć czy dwadzieścia razy nowe znaki w specjalnym zeszycie, który nauczycielka codziennie sprawdzała. Robiłam fiszki – znak, wymowa, znaczenie. Nosiłam je przy sobie i ćwiczyłam pamięć w autobusie i metrze. Nie było słowników polsko-chińskich, więc tworzyłam na bieżąco własny. Codziennie mieliśmy dyktanda, a co trzy dni – sprawdzian na zakończenie rozdziału. Wstawałam godzinę wcześniej, żeby powtórzyć stare i nowe słowa, a po zajęciach i lunchu z kolegami z klasy wracałam prosto do mieszkania, żeby się uczyć. Tak wyglądało moje pierwsze pół roku nauki języka.
Później wróciłam do Polski i uczyłam się głównie na własną rękę, a także na magisterskich studiach dalekowschodnich, na które poszłam, bo nie mogłam już żyć bez Azji… Skłamałabym jednak, gdybym powiedziała, że już się uczyć nie muszę. Uczę się codziennie – poprawiam wymowę, czytam, piszę, powtarzam znaki. Również i fiszki zostały w moim życiu już na stałe. 🙂

Czy chiński stał się twoim językiem codziennym, numer jeden w normalnym życiu?

Tak. W tym języku myślę i śnię. Robię zakupy, poznaję przyjaciół, telefonuję, oglądam seriale, czytam książki. Kocham polski, ale chiński też. A że jest to jedyny język komunikacji z moim mężem, nauczyłam się formułować po chińsku wszystkie, nawet najbardziej wydumane tematy.

Co było najtrudniejsze do opanowania w chińskim?

Dla mnie – wymowa. Zaczęłam się uczyć chińskiego, gdy miałam ponad dwadzieścia lat. Mimo, że mam niezłe ucho, moja jama ustna nie umie odtworzyć pewnych dźwięków i je, zupełnie zresztą nieświadomie, kaleczę. W mojej głowie brzmię tak samo jak Chińczyk, ale gdy się nagram na dyktafon wiem, że to iluzja i że naprawdę mój chiński brzmi inaczej. Kiedyś się tym bardzo przejmowałam – ta słynna presja, by „mówić jak native” – ale już mi przeszło. Zrozumiałam, że spora część Chińczyków wcale nie mówi po mandaryńsku lepiej ode mnie 😉

Są jakieś językowe smaczki chińskie które cię bawią?

Miliony! Ale tutaj potrzebowałabym bardziej szczegółowych pytań. 🙂

Smaczki to na przykład słowa które ci się dziwnie kojarzą, naleciałości z innych języków które wrosły w chiński tak że są uznawane za tubylcze,budowa zdania, szyk wyrazów który zaskakuje?

Język mandaryński właściwie nie ma gramatyki. Zawsze kiedy o nim czytam, wydaje mi się, że zasady gramatyczne są do niego dorabiane trochę na siłę. To, co jest ważne, to szyk zdania i przyzwyczajenie językowe. Ze względu na brak koniugacji, deklinacji i czasów te dwa punkty regulują całokształt wypowiedzi Chińczyków. Prosty przykład: 我爱你 你爱我. „Ja” + „kochać” + „Ty”, „Ty” + „kochać” + „ja” czyli „kocham Cię” i „kochasz mnie” – słowa te same, ale szyk zdania zmienia cały sens. Jeśli dodamy, że słowo ai może być równie dobrze czasownikiem, jak i rzeczownikiem (kochać, miłość), wychodzi z tego niezły galimatias 🙂 Do dziś mnie to czasem zadziwia.
Bawią mnie oczywiście naleciałości z języków europejskich, które, ze względu na ograniczoną ilość sylab w mandaryńskim brzmią czasem bardzo zabawnie. Czekolada z angielskiego chocolate to po chińsku qiaokeli (wym. ciałkeli) bądź zhuguli (dżuguli). Jeszcze gorzej z nazwiskami – domyślnie wszystkie obce nazwy i nazwiska są zapisywane przy pomocy chińskich znaków czyli chińskich sylab. Czyli nie wszystko brzmi tak, jak byśmy się spodziewali i z takiego choćby Brada Pitta robi się 布萊德·彼特 Bulaide Pite…

Poza chińskim znasz inne języki?

To zależy jak zdefiniujemy sobie słowo „znać”. Uczyłam się angielskiego, niemieckiego, francuskiego, włoskiego i łaciny. O ile angielski jest cały czas obecny w moim życiu i przy jego pomocy zarabiam na życie, o tyle z resztą języków powoli traciłam kontakt. Powiedzmy, że bierna znajomość włoskiego i łaciny ma się jako tako, a niemiecki i francuski mogłyby dla mnie nie istnieć; z drugiej strony, z każdego z tych języków zdałam kiedyś egzamin ustny, nie mam bariery językowej i mam świadomość, że gdybym miała taką potrzebę, mogłabym odświeżyć te znajomości w niezbyt długim czasie. Powiem jednak szczerze, że i angielskiego, i chińskiego nadal się uczę, więc największą barierą jest dla mnie po prostu brak czasu. Nawet pół godziny dziennie z innym językiem byłoby kosztem czegoś innego, więc po prostu na razie odkładam te języki na półeczkę. Może wrócę do nich na emeryturze? 😉

Masz swój sposób na naukę języka, zapamiętywanie słówek?

Seriale, filmy, książki. Kiedy dane słowo pojawia się po raz n-ty, zapamiętam je.
Fiszki. Ciągle je tworzę i wciąż się uczę nowych słów.
Czytanie słowników. Jeśli mam z jakimś słowem problem, sprawdzam je w paru słownikach, przepisuję i porównuję definicje, szukam idiomów i przykładowych zdań.
„pillow talks” – nieustannym źródłem inspiracji i wiedzy jest dla mnie Pan i Władca 🙂

 

Świątynia Yuantong w Kunmingu . Fot. Natalia

Świątynia Yuantong w Kunmingu .
Fot. Natalia

 

Ile lat w sumie już oswajasz chiński?

Musiałam zajrzeć na blog, żeby sobie przypomnieć! To już jedenaście lat!

Wiem, że pismo chińskie to temat rzeka ale proszę naszkicuj mi czym różni się od  alfabetu łacińskiego jaki znam.
Po pierwsze: jeden znak to jedno słowo. Słowa podstawowe są jednosylabowe. Czyli, w uproszczeniu, jeden znak to jedna sylaba i jednocześnie jedno słowo. Z drugiej strony: ilość sylab jest ograniczona, a ilość znaków właściwie nie. Stąd jednemu brzmieniu można czasem przyporządkować bardzo wiele znaków chińskich. Jeśli nie zna się znaków, nie da się odczytać na głos pisma, ale przy odrobinie wprawy można pojąć ogólne znaczenie tekstu. Czyli dokładnie odwrotnie od języków europejskich, w których, jeśli znamy reguły czytania poszczególnych liter alfabetu, możemy przebrnąć przez tekst nawet nie bardzo wiedząc, czego on dotyczy.
Dawniej sądziłam, że pismo chińskie jest pismem hieroglificznym. Dziś wiem, że jest pismem ideograficzno-fonetycznym, czyli że znak ze słowem może łączyć zasada semantyczna, fonetyczna, albo obie naraz. Nie jest to tylko fonetyka, jak w alfabecie ani tylko znaczenie, jak w hieroglifach.

Odręczne pismo jest zapewne różne od pięknej kaligrafii, która mnie po prostu zachwyca. Podaj mi proszę  przykład tego samego zapisu w piśmie odręcznym i druku.
Na zdjęciu jest wykaligrafowany znak czyli herbata 🙂

 

"Herbata" Fota. Natalia

„Herbata” Fota. Natalia

 

Akurat ta kaligrafia jest dość prosta, czyli nawet obcokrajowiec widzi podobieństwo. Istnieją również kaligrafie, które teraz są dla mnie taką samą tajemnicą, jak wtedy, gdy w ogóle jeszcze chińskiego nie znałam 😉

Właśnie mówisz po mandaryńsku. Chiński gdy o nim mowa, najczęściej w świadomości ludzi to tak naprawdę mandaryński a przecież to nie tylko on bo i chociażby kantoński. Ile jest więc języków chińskich ?

Oficjalnie wyróżnia się kilkanaście, a pozostałe są nazywane „dialektami”. Jednak muszę wszystkich uczulić, że na przykład grupą dialektów yunnańskich, równie odległych od mandaryńskiego jak, powiedzmy, czeski od polskiego, posługuje się liczba ludzi równa całej populacji Polski. Przy czym w samym Yunnanie mówi się również w językach tutejszych mniejszości etnicznych, czyli np. w językach bai, yi, tybetańskim, naxi, dai, lisu itd. Ze względu na olbrzymi obszar a także brak rzetelnych badań ciężko właściwie powiedzieć, gdzie kończy się dialekt, a zaczyna język. Ja prywatnie bym obstawiała, że skoro Chiny mają mniej więcej powierzchnię Europy, to i ilość języków/dialektów będzie podobna.

No właśnie, języki zadziwiająco szybko wyparowują gdy się ich nie używa. Inne azjatyckie języki nie kuszą cię by ich ugryźć?

Jeszcze nie skończyłam z mandaryńskim 🙂 Powoli uczę się też dialektu kunmińskiego – już w większości rozumiem ze słuchu, ale jak próbuję mówić, kunmińczycy wybuchają gromkim śmiechem, więc chyba jeszcze przede mną duuuuużo pracy. Swego czasu próbowałam swych sił w japońskim i wietnamskim, ale albo miałam za małą motywację, albo po prostu za mało pracy temu poświęciłam i nic mi z tego nie zostało. Jeśli się kiedyś wyprowadzę do innego azjatyckiego kraju, na pewno spróbuję nauczyć się czegoś nowego 🙂

Zapraszam was na bloga Natalii gdzie możecie poznać Chiny od kuchni, zaglądnąć w miejsca w które turyści nie zaglądają i spojrzeć na codzienności kraju środka jej oczami.

 

 

Możesz także lubić

8 komentarzy

  • Odpowiedz Monika Sierpień 5 at 14:04

    Podziwiam tę dziewczynę, naprawdę. Tym bardziej, że byłam w Chinach i widziałam,z czym może wiązać się oswojenie tego języka i całego kraju.

    • Odpowiedz baixiaotai Sierpień 11 at 16:02

      O, nigdy nie dam rady oswoić całego kraju. Ale tę jedną cząstkę jakoś daję radę 🙂

  • Odpowiedz Piotr Zet ;) Sierpień 5 at 15:30

    Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem Natalię mówiącą po chińsku. Dla mnie, Polaka mieszkającego w Polsce, mówiącego po polsku, który trochę się tą Azją interesował, było to niesamowite doświadczenie.

    Nie mam pojęcia do dzisiaj o czym rozmawiała z koleżanką, ale mi się podobało :).

    Pozdrawiam
    P.

    • Odpowiedz baixiaotai Sierpień 11 at 16:05

      Dostarczam rozrywki 😀 Teraz – w Chinach. Chińczycy słuchający, jak mówię po polsku też są dość zaskoczeni 😉

  • Odpowiedz thiessa Sierpień 5 at 16:06

    Uwielbiam bloga Natalii. Niesamowita, pelna pasji dziewczyna.

    • Odpowiedz baixiaotai Sierpień 11 at 16:07

      Dziękuję! Móc przeczytać o sobie takie słowa – to wspaniałe uczucie. 🙂

  • Odpowiedz Sylvia Sierpień 5 at 17:09

    Bardzo ciekawy wywiad 🙂 Przyjemnie się czytało 🙂 Podziwiam Natalię! Gratuluję i (pozytywnie!) zazdroszczę uporu i samozaparcia 🙂

    • Odpowiedz baixiaotai Sierpień 11 at 16:09

      Przynajmniej raz w życiu ośli upór mi się do czegoś przydał… 😀

    Zostaw odpowiedź

    Translate »