Peeling kawowy w trzech odsłonach

Marzec 7

Jestem kawomanką, kawoholiczką, czy jak tam kto to zwie.
Kawę lubię i to nie tylko pić. Kofeina ma wiele zalet. Podnosi moje zaspane powieki z rana, nie pozwala paść na nos gdy za długo jestem na chodzie w ciągu doby ale i dba o gładkość mojej skóry.

W peelingu kawowym zakochałam się lata temu. Bo taki minimalistyczny jeżeli chodzi o dodatki, całkowicie naturalny, pachnie niebiańsko ( jak dla mnie) no, a po natarciu się  kawą pupa i reszta ciała ma  gładkość skórki niemowlaka.
Kto nie spróbował nie wie co traci.
Wiem jestem na tym punkcie lekko walnięta, ale kawowa skóra, mniam i ach, i och !

Jest jeszcze jedna zaleta tego super kosmetyku znanego od pokoleń: cena minimalna, efekt maksymalny.
Po co płacić za taki sam peeling w gabinecie?
Nie wiem, może dla poprawienia nastroju, że dba się o siebie w gabinecie, profesjonalnie.
Gdy robię to w domu mam pewność, że wszystko jest naturalne i nikt tego nie podrasował żadną chemią.

Tak, to dla mnie ważne.
Ostatnio robię przegląd ciała i ducha.
Zdecydowałam się na detoks. Nie, nie jakaś tam super dieta ale po prostu przez pewien czas chcę mieć minimum sztuczności w jedzeniu.
Surowo o ile to możliwe, naturalnie wyhodowane, nie przetworzone, maksymalnie wegańskie.
Do tego ruch bo z kondycją u mnie tak, że…..wstyd się przyznać !
Właściwie to jej brak. Zaginęła w ciągu ostatnich miesięcy.
Rowerek treningowy zagracił pokój ale nie odważyłabym się w tym stanie iść na siłownie. Padłabym po 10 minutach… Na razie poty wyciskam w domu.
No i poszłam w wątek poboczny.

Wracam do kawy.
Kofeina jest w prawie wszystkich kosmetykach antycellulitowych. Ujędrnia, wygładza.
Po co mi coś co zawiera śladowe ilości kofeiny skoro mogę mieć maksymalną dawkę?

Wystarczą 3-4 kopiaste łyżki mielonej kawy.
Nie kombinuję z nią za dużo, po prostu zalewam wrzątkiem tak by fusy się przykryły i było z 1cm wody więcej.
Zostawiam je by całość się zaparzyła. Różnie, czasem na 30 minut a czasem robię rano, a wykorzystuje wieczorem.
W zależności od tego czy chcę mocnego szorowania, średniego czy normalnego, tuż przed użyciem dodaję odpowiednio po łyżce lub dwie grubszej soli ( mocne), cukru brązowego ( średnie) lub zostawiam samą kawę (normalne).
Dalej już tylko szorowanie skóry.
Niespieszne, bo to ma być przyjemność.
Na koniec letni szybki prysznic (sama woda) i gotowe.
Mam dosyć suchą skórę więc smaruję się jakimś balsamem, olejkiem lub masłem o zapachu pasującym do kawy. Dla mnie to najczęściej jest kakao, kokos, wanilia.

Wiem, że można dodać cynamon dla wzmocnienia efektu ale ja robię to tylko w zimie, w okolicach świąt. Taki cynamonowo – kardamonowy peeling kawowy z piernikową nutą jest wtedy na czasie.
Teraz jednak idzie wiosna więc zostanę przy klasycznej czarnej kawie.

 

lawenda

 

 

Możesz także lubić

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »
Close