Plan tysiąca dni

Luty 20

Tak, robię plan na 1000 dni.
Już wam opowiem skąd się wziął.
Ostatnio chorowałam. Ot grypa – taka klasyczna. Ścina z nóg, kilka dni trzyma.
Jak myślisz, że już jest OK wstajesz i…dokłada ci podwójnie.

Na marginesie – po niemiecku „chory” to „krank”.
Mnie to słowo od razu kojarzy się z czymś popsutym 😉

Sporo czasu przez to miałam, którego poza dumaniem nie dało się inaczej wykorzystać. Dźwięki drażniły więc była cisza w domu. Światło raziło więc komp i tv ograniczone do niezbędnego minimum. Czytać też się nie bardzo dało. Zostało rozmyślanie.
Tak sobie rozkminiałam życie, plany jakie miałam, ile z nich zrealizowałam a ile diabli wzięli. Przypominałam sobie marzenia od tych wielkich i wzniosłych po durne i malutkie.
Znowu coś wtrącę z niemieckiego bo to słowo mnie właśnie naprowadziło na moje rozmyślania.

Marzenie po niemiecku to der Traum a „marzyć” to „träumen”.
Ciekawe jak dla mnie, bo od razu słowo trauma mi się z nimi kojarzy. Faktycznie niespełnione marzenia mogą czasem wywołać traumę.
Plany i marzenia często w głowie stają się synonimami.
Tak wiem, że w słowniku nimi nie są ale ja tak miewam. Są oczywiście odjechane marzenia jak oglądnięcie świata z wysokości orbity, które w sumie wolałabym, by w szufladce „marzenie” zostało.
Mam lęk wysokości, który zwalczam od lat łażąc po górkach, mostach a bywało i dachach ale na lot wysoko nad obłoczkami, horyzontem, tam gdzie już nie działa przyciąganie w ramach tej terapii chyba bym się nie zdecydowała.
Trauma za to została mi po kilku niespełnionych marzeniach i planach przekładanych na „za jakiś czas bo (tu zwykle łądowały sprawy w sumie nie ważne patrząc na nie z dzisiejszej perspektywy)”.
Nie odwiedziłam miejsca, którego już nie ma, bo religijne oszołomy wysadziły je w powietrze.
Nie odwiedziłam kogoś, bo było tysiąc spraw pilnych – jak wtedy mniemałam a dzisiaj już tej osoby nie ma. Zgasła nagle, nie zdążyłam nawet się z nią pożegnać.

Wolałabym by lista tych marzeń/planów zamienionych w traumę nie wydłużyła się za kilka dni, miesięcy czy lat.
Postanowiłam iść za mottem Ani  bo marzenia same się nie spełnią a plany nie zrealizują.
1000 dni to dużo i mało.

 

zrob-to-motto

 

Podzieliłam je na 10 studniówek – tak łatwiej mi ogarnąć ten czas.
Plan jest luźny, to raczej szkic –  by pozwalać życiu się jednak trochę ponieść.
Co chcę w tym czasie z marzeń spełnić, jakie plany zrealizować?
Z tych przyziemnych nabyć takich kompetencji językowych w mojej trójcy obejmującej niemiecki, angielski i francuski, by swobodnie czuć się w mowie jak i piśmie.
Pisać, pisać i jeszcze raz pisać a w tym pisaniu spłodzić przewodnik po moim Wiedniu – taki bardzo subiektywny i dość niekonwencjonalny.
Z tych wymagających włożenia w nie sporo wysiłku marzeń mam powrót na górskie szlaki. Nic trudnego – powiecie. Wystarczy ruszyć dupsko a Alpy mam za rogiem. W sumie tak, jednak mam pewne utrudnienie w postaci kontuzji kolana, która odnawia się upierdliwie co jakiś czas ale pracuję nad tym i widzę światełko w tunelu.
Jest kilka miejsc, które chcę zobaczyć, posmakować, poczuć.
Te 1000 dni to czas na takie moje prywatne stworzenie siebie od nowa.
Czas pokaże jak mi się uda to by moje der Tram nie stało się traumą 😉

Beata

 

Możesz także lubić

14 komentarzy

  • Odpowiedz robot Luty 20 at 14:58

    Z tym lotem na orbitę to może się udać.
    Mózg ma fajną właściwość im wyżej tym lęk wysokości mniejszy 🙂
    Z wysoko robi się daleko. A daleko to już nie lęk wysokości 🙂

    Trzymam kciuk za plany.

    • Odpowiedz Beata Luty 20 at 15:09

      U mnie to tak dział, że muszę jednak mieć coś pod nogami 😉

      • Odpowiedz M. Luty 20 at 19:51

        Będziesz miała. Buty 😀

  • Odpowiedz Hexe Luty 20 at 21:23

    Heh, też poznawszy słowo traume, skojarzyłam sobie z traumą niespełnionych marzeń 😉
    Powodzenia i pomyślności, myślę, że jesteś wystarczająco zdeterminowana, aby podołać. W Austrii też już wiosna? Szwajcaria kwitnie pełną gębą, mimo że czasem śnieg jeszcze przyprószy.

    • Odpowiedz Beata Luty 21 at 11:16

      O! – nie jestem jedyna z tym skojarzeniem 🙂
      W ogródku na hortensji, róży i magnolii zielone pąki. Zwariowane te pory roku.

  • Odpowiedz Anna Maria Boland Luty 21 at 22:24

    Cieszę się, że motto się rozprzestrzenia. Trzymam kciuki za powodzenie planów i idę robić swoje. 🙂

  • Odpowiedz Pepa Luty 22 at 13:30

    Trzymam kciuki za realizację planów! Ja mam zamiar uczyć się dalej niemieckiego i podszkolić angielski… zaczęłam pisać bloga po angielsku i póki co idzie mi to jak krew z nosa a każdy post rodzi się w bólach, no ale… pierwsze kroki zawsze najtrudniejsze.

    • Odpowiedz Beata Luty 23 at 08:18

      Pierwszy krok za tobą a on bywa najtrudniejszy. Powodzenia z angielskim blogiem!

      • Odpowiedz Pepa Luty 23 at 15:20

        Dziękuję, przyda się :). Myślę, że tworzenie coś w internecie to świetna forma nauki języka. Pamiętam gdy kiedyś miałam profil na fotothing i dzięki temu, że musiałam tagować zdjęcia i odszyfrowywać komentarze pod nimi nauczyłam się mnóstwa słówek, które znam do dziś. Zauważyłam, że to czego nauczyłam się na tzw. ‚własny użytek’ jakoś się utrwaliło, w przeciwieństwie do wiedzy zdobytej w szkole czy na kursie… bardzo dużo zapomniałam niestety. Największą trudność sprawia mi chyba składnia, pisanie zdań w innym szyku… Jestem pewna, że robię mnóstwo błędów, których nie widzę i żeby temu jakoś zaradzić zaczęłam czytać angielskie książki. Póki co jestem przy dobrze mi znanym Harrym Potterze, jak już przeczytam wszystkie tomy to sięgnę po coś trudniejszego 🙂

  • Odpowiedz radek Luty 23 at 20:41

    Dzisiaj trafiłem na twojego bloga. Świetnie się to czyta. No a poza tym uwielbiam Wiedeń. Co roku tam jeżdzę. A to już za miesiąc. Hura. Czytam o miejscach, które znam i o tych które mi umknęły. Mam swoje ulubione miejsca, knajpki, lody. Po prostu uwielbiam to miasto. Od dzisiaj masz we mnie stałego czytelnika.

  • Odpowiedz BabaJoga Wrzesień 15 at 14:27

    No to jestem ciekawa Twojej pierwszej setki 🙂

  • Zostaw odpowiedź

    Translate »
    Close