Zwiedzanie Wiednia moim szlakiem cz.1. Przewodnik

Lipiec 2

Zwiedzanie Wiednia  moim szlakiem to moja autorska trasa poznawania stolicy Austrii nieco z boku a czasem zupełnie poza głównymi trasami turystycznymi. Zaproponowałam ją rok temu, tuż przed wakacjami udostępniając na kilka tygodni na blogu mój przewodnik w formacie PDF. To jedna z kilku tras, jakimi lubię wędrować i jakie chcę zaproponować czytelnikom Viennese breakfast. Odświeżyłam tekst, dodałam kilka elementów i oddaję ją ponownie w Wasze ręce. Tym razem na stałe, na blogu jako wpis. Jeżeli wolisz zwiedzanie w nieco wolniejszym tempie, pozwalające na delektowanie się każdym krokiem, podziel moją trasę na dwie części, na przykład tak jak  proponuje to dzisiaj.

 

 

Zwiedzanie Wiednia moim szlakiem

 

 

Odwiedzając jakieś miejsce mamy zwykle swoje priorytety, co chcemy zobaczyć na 100%, co możemy pominąć. Na pewno nie da się zobaczyć wszystkiego w jeden dzień, trzeba dokonać wyboru. W tym przewodniku nie zebrałam typowej 10 miejsc „must see – Wiedeń”, które polecają zwykle przewodniki czy blogi, mam nieco inny plan pokazania miasta. Zapraszam Cię na spacer moimi ścieżkami.
Zwiedzanie Wiednia proponuję zacząć od Schwedenplatz. Dojedziesz do niego liniami metra U1 (czerwona) i U4 (zielona).

 

 

Schwedenplatz

 

 

Plac otrzymał swoją nazwę na pamiątkę pomocy, jakiej Szwecja udzieliła Austrii po I wojnie światowej. To jeden z ważniejszych węzłów komunikacyjnych miasta, punkt przesiadkowy dla wielu jego mieszkańców. Bywa tu czasem gwarno.
Jest to miejsce położone tuż przy Kanale Dunajskim — Donaukanal, który uzyskał on dzisiejszy, uregulowany kształt, podczas prac prowadzonych w latach 70 XIX wieku mających uchronić miasto przed powodziami i ułatwić żeglugę na Dunaju.
Więcej o wiedeńskim Dunaju przeczytasz TU.

 

Donaukanal to dzisiaj miejsce spacerowe okraszone knajpkami gdzie można coś zjeść, ale i przystań katamaranu do Bratysławy. Po wyjściu z metra stań plecami do Kanału, spójrz w prawo i tam skieruj swoje kroki.

 

 

 

Wybrałam okolice Schwedenplatz, jako punkt startowy zwiedzania Wiednia nie bez przyczyny – to najprawdopodobniej najstarsza, najdłużej zamieszkana część miasta. Chociaż większość budynków, które zobaczysz, liczy sobie około 200 lat, to jednak pod nogami będziesz miał Wiedeń sięgający czasów celtyckich, tu leżała rzymska Vindobona, gród romański, średniowieczny i późniejsze.

 

 

 

Ruprechtskirche

 

 

Po przejściu 400 metrów dotrzesz do Ruprechtskirche – to najstarszy kościół Wiednia. Jego początki sięgają VIII wieku, a w dokumentach pojawia się już w XII wieku i to z tego wieku pochodzą najstarsze fragmenty dzisiejszej budowli.

 

 

 

 

Kościół swoim surowym stylem odstaje od reszty wiedeńskiej architektury dość mocno zdobionej i naznaczonej barokiem czy manierą dziewiętnastowiecznego historyzmu.

 

 

Bermudadreieck

 

 

Uliczki otaczające Ruprechtskirche będą kusić, by nie wracać drogą, którą przyszedłeś pod kościół. W trosce o Ciebie proponuję jednak powrót do początku po własnych śladach, 230 metrów do Rotenturmstraße. Wejście w Bermudadreieck (Trójkąt Bermudzki) niesie z sobą spore niebezpieczeństwo, że utkniesz tam na dłużej. Liczne knajpki, bary, puby kuszą, o czym wiedzą mieszkańcy i turyści. Wieść niesie, że są tacy, którzy przepadli tam na wiele godzin, a drogę do domu odnaleźli dopiero bladym świtem. Ostrzegam – unikaj zwłaszcza okolic Ruprechtsplatz, Judengasse, Rabensteig i Seitenstettengasse.

 

 

 

Rotenturmstraße

 

 

Stań raczej dzielnie u wlotu Rotenturmstraße, a atrakcje Trójkąta zostaw na wieczór lub inny dzień. Kiedyś, gdy Wiedeń otaczały mury miejskie stała tu Czerwona Wieża (Roten Turm), od której ulica wzięła nazwę. Jej wizerunek zobaczysz na elewacji jednego z domów, na wysokości, na której przecina ją Fleischmarkt.

 

 

 

 

 

Fleischmarkt

 

 

Skręć w lewo – właśnie w Fleischmarkt. Jest to dawny mięsny targ miejski – stąd nazwa ulicy. Wzmianki o nim sięgają początków XIII wieku. Na początku ulicy pod numerem 3 zobaczysz dom, który nie przestaje mnie fascynować. Jego fasada jest metalowa. Budynek zawdzięcza swój kształt stylowi, który bardzo lubię – Art Nouveau. Od 1913 roku cieszy oczy podobnych do mnie jego wielbicieli.

 

 

 

 

Idąc dalej dotrzesz do miejsca – i tu tylko jedno słowo mi pasuje – zaczarowanego. Jest nim punkt, w którym Fleischmarkt łączy się z Griechengasse. Znajdziesz tu tu Griechenbeisl – jeden z najstarszych wiedeńskich zajazdów, ulubione miejsce spotkań wielu pisarzy, muzyków. Postać Lieber Augustin zdobi ścianę domu, w którym mieści się zajazd.

 

Der Lieber Augustin to półlegendarna postać rubasznego i zwykle pijanego wiedeńskiego pieśniarza. W czasie zarazy w 1679 roku swoimi piosenkami podtrzymywał na duchu mieszkańców. Podobno dzięki sporej ilości alkoholu we krwi przeżył te trudne czasy bez szwanku. Co prawda pewnego dnia w czasie trwania zarazy zasnął, a był tak pijany, że uznano go za zmarłego, ale na szczęście obudził się nim przykryto go w zbiorowym grobie kolejną warstwą trupów i zasypano ziemią.

 

Gdy wejdziesz nieco w Griechengasse zobaczysz ten fragment miasta z całkiem innej perspektywy, przywodzącej na myśl wąskie włoskie uliczki. To miejsce jest często fotografowane. Zaglądnij tam koniecznie!

 

Budynek z czerwonej i beżowej cegły ułożonej w pasiasty wzór, w miejscu zbiegu Fleischmarkt i Griechengasse, to grecka cerkiew pod wezwaniem Świętej Trójcy. Grecy stanowili kiedyś sporą społeczność w Wiedniu. Grecka dzielnica ma swój niepowtarzalny klimat.

 

 

Schönlaterngasse

 

 

Nieopodal jest kilka ciekawych miejsc, które chcę Ci pokazać. Ruszasz, więc do końca Fleischmarkt, skręcasz w prawo w Postgasse, trzymaj się prawej strony ulicy. 30 metrów dalej dojdziesz do małego trójkątnego placu. Trzymając się nadal jego prawej strony skręć znowu w prawo w Schönlaterngasse. Ulica wzięła nazwę od domu pod numerem 6 – „Schönen Laterne”. Przyglądnij się temu szaremu domowi z XVIII wieku i sam oceń czy kuta latarnia jest piękna. Nie spuszczaj oczu z elewacji, bo za chwilę zobaczysz wiedeńskiego Bazyliszka.

 

 

 

 

Szukaj go na domu z numerem 7, to dokładnie naprzeciw domu z latarnią. Przed sobą zaś masz jeden z zaułków Wiednia, które dodają mu smaku, takie małe wisienki na torcie, to jedna z nich w moich oczach. Kontynuuj spacer tą uroczą uliczką do końca i tam skręć w prawo, w Sonnenfelsgasse. Po 10 metrach wejdź w wąską Windhaaggasse, na jej końcu masz Bäckerstraße. To spacer uliczkami Wiednia poza głównym szlakiem turystów, chociaż nadal jesteś w jego sercu. Za chwilę dotrzesz do miejsca, które chcę Ci pokazać.

 

 

Kaffee Alt Wien

 

 

Tak doszliśmy do Bäckerstraße 9 i Kaffee Alt Wien. To kawiarnia inna niż większość tego, z czym kojarzy się wiedeńskie kawiarnie. Jest tu dość ciemno, na ścianach wiszą stare plakaty. Wszystko przypomina klimatem wiedeńską Hawelkę. Warto tu zaglądnąć chociażby po to, by nie oceniać wszystkich kawiarni Wiednia przez pryzmat Sachera. Poza kawą serwują tu dania kuchni wiedeńskiej i austriackiej. Przez bywalców szczególnie polecany jest tutejszy gulasz. Mała porcja kosztuje 8,80 € a duża 11,80 €.

 

 

Lugeck i Hoher Markt

 

 

Po chwili odpoczynku w Kaffee Alt Wien ruszaj w dalszą drogę. Po przejściu 100 metrów dochodzisz do Lugeck – jest to nieduży plac, na środku którego stoi pomnik Gutenberga. Lugeck i Hoher Markt – to dwa wiedeńskie place, które oddziela od siebie Rotenturmstraße.
Ciągle jesteś w najstarszej części Wiednia, a o tym jak starej przekonasz się na Hoher Markt. Nazwę tego placu tłumaczy się, jako Wysoki Targ. Był to teren zdominowany przez kupców handlujących suknem. Pod placem znajdują się pozostałości po rzymskim obozie wojskowym. Nie tylko pod tym placem zresztą, ale to tu odsłonięto część ruin a to, co w nich odnaleziono można zobaczyć. Jeżeli interesuje Cię historia starożytna zaglądnij do Römermuseum.

 

Ślady Rzymian w tym miejscu odkryto na skutek działań wojennych i ostrzału miasta. Plac został wtedy praktycznie zniszczony. Ze starego Hoher Markt ocalał zegar – Ankeruhr i Fontanna Zaślubin – Vermählungsbrunnen.
Ankeruhr znajdziesz na moście łączącym dwa budynki należące kiedyś do Towarzystwa Ubezpieczeń Anker – Kotwica. To od niego pochodzi nazwa zegara.

 

 

 

 

Powstał on w latach 1911-1914, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Swój kształt zawdzięcza przyjacielowi Klimta, Franzowi von Matsch. To dość oryginalny zegar, który nie ma zwykłej tarczy i wskazówek. Zamiast nich jest prostokątna tablica z minutami, wzdłuż której przesuwa się mniejsza tabliczka z cyfrą, na której widnieje stosowna godzina. Jednak godziny wskazuje tu nie tyle ona, co postacie pojawiające się w okrągłym oknie zegara. Każda jest przypisana do konkretnej godziny. O pierwszej zobaczysz Marka Aureliusza – rzymskiego cesarza filozofa, który zmarł w Wiedniu w czasie wielkiej zarazy. To jedna z moich ulubionych postaci w dziejach, do tego miał spory wpływ w ukształtowaniu mojego myślenia. Jeżeli chcesz poznać mnie bliżej i bardziej prywatnie przeczytasz o tym TU.

 

Tabliczkę mówiącą, kto ukazuje się, o jakiej godzinie znajdziesz na ścianie budynku obok zegara.

 

Fontanna Zaślubin – Vermählungsbrunnen pochodzi z początku XVIII wieku. Pierwsza jej wersja była drewniana, ale szybko zastąpiono ją czymś okazalszym i trwalszym – marmurem. Fontanna powstała z wdzięczności, jaką chciał okazać Bogu pewien ojciec, którego syn wrócił cały z obleganego przez wroga miasta. Tym ojcem był nie byle kto, bo sam cesarz Leopold I. Fontannę zdobią figury Marii, Józefa i kapłana.

Czas odwiedzić serce Wiednia – wracamy na Rotenturmstraße.

 

 

Stephansplatz

 

 

Na końcu Rotenturmstraße w miejscu, gdzie zaczyna się Stephansplatz, spójrz w lewo. Znajdziesz tam słodki sklep Manner. Ta marka to jeden z symboli Austrii. Budynek, w którym się mieści to Erzbischöfliche Palais czyli Pałac Arcybiskupi. Budynek pochodzi z połowy XVII wieku.
Stephansplatz wyznacza centrum miasta, to tam stoi Katedra. Wydawałoby się, że powinien być pokaźnych rozmiarów, a jest raczej ciasny.
Otaczają go budynki powstałe w różnych epokach. Najdziwniejszym z nich jest przeszklona lustrzanym szkłem fasada Haas-Haus. Budynek oddano do użytku całkiem niedawno, bo dopiero w 1990 roku. Może ma swój urok, jako biurowiec, ale w tym miejscu nawet odbicie katedry w jego oknach nie rekompensuje przesadnej nowoczesności. To nie tylko moje zdanie. Od chwili postawienia go w sercu Wiednia mieszkańcy miasta dzielą się na tych, którzy go nie cierpią, tolerujących i grupę wielbicieli szklanego dziwaka.

 

 

 

 

Haas-Haus wskaże Ci wejście do metra. Warto zaglądnąć w tym miejscu kilkanaście metrów pod poziom dzisiejszej ulicy.
12 metrów pod nią znajdziesz Virgilkapelle. Kaplicę św. Wirgiliusza odkryto w 1973 roku. Powstała w pierwszej połowie XIII wieku i jest jednym z najlepiej zachowanych gotyckich wnętrz w Wiedniu.
Naprzeciw Stephansdom mieści się najstarsza apteka w Wiedniu. Jej początki sięgają XIV wieku. Dzisiaj nosi nazwę Alte Feldapotheke, ale do roku 1717 nazywała się Zum goldenen Greif.

 

Zanim wejdziesz do wnętrza Katedry proponuję spacer wkoło tej szacownej budowli. Zadrzyj głowę wysoko by podziwiać ciekawe rzygacze.

 

Za nią znajdziesz restaurację Haas&Haas. To urocze wejście bywa częstym gościem na Instagramie.
Po prawej stronie z placem łączy się Churhausgasse. Wejdź w nią, a tuż przy końcu uliczki odwróć się. Gwarantuję, że widok Ci się spodoba!

 

 

 

 

Tak – to jest to miejsce, z którego jest najpiękniejszy widok na kolorowy dach Katedry z cesarskimi orłami.

 

 

Katedra świętego Szczepana

 

 

Wiedeńska Katedra św. Szczepana zawsze jest nazywana Stephansdom. To połączenie imienia Szczepan, które w niemieckim brzmi Stephan i niemieckiego słowa der Dom,znaczącego Katedra. Chociaż w niemieckim istnieje słowo die Kathedrale to w przypadku tej konkretnej, wiedeńskiej katedry, nie jest ono używane.

 

Katedra już z zewnątrz wygląda na sporą. Stephansdom ma 107 m długości i 34 m szerokości. Jednak jej prawdziwe rozmiary zobaczysz, dopiero wchodząc do środka. Czuć tu strzelisty, stary, dobry gotyk w wysokości. To, co dzisiaj widzisz to budynek, który budowano i przebudowywano od XIV do XVI wieku. Jednak już w połowie XII stał tu kościół. Niestety spłonął. Nie zostało prawie nic z tej pierwszej romańskiej świątyni. Dzisiaj możesz zobaczyć pochodzącą z tego okresu jedynie część zachodniej fasady, która jakimś cudem dotrwała do naszych czasów. Wejście główne to resztki romańskiego kościoła z XIII wieku.
Nosi ono nazwę Riesentor — Brama Gigantów. Nie chodzi tu o olbrzymy z bajki, a o te, o których wspomina Biblia i nazywa ich Nefilim/Upadli. Dwie bliźniacze wieże obok wejścia to również pozostałość świątyni z tego okresu.
Najwyższa południowa wieża Katedry – Steffl, została ukończona w 1433 roku. Jest wysoka na 137 m. Dla porównania najwyższa wieża Kościoła Mariackiego w Krakowie ma ledwie 82 m.

 

Jeżeli masz dobrą kondycję możesz się na nią wdrapać po 343 schodach i podziwiać piękną panoramę Wiednia z wysokości 75 metrów nad poziomem placu. To z tego miejsca jest fantastyczny widok na dach Katedry pokryty 230 tysiącami kolorowych dachówek, które na stronie południowej tworzą wzór orła cesarskiego, a na północnej godła Wiednia.
Na wieży północnej, znajdziesz Pummerin – to największy dzwon Katedry i Austrii. Waży 22 tony i bije tylko kilka razy w roku, podobnie jak wiszący na Wawelu dzwon Zygmunta.
Poza podziwianiem wnętrza można zwiedzić muzeum katedralne oraz katakumby.

 

W Katedrze św. Szczepana co roku odbywają się koncerty, jest więc ona także jedną z sal koncertowych miasta.
Wejście do Katedry jest darmowe – w końcu to normalny kościół, jednak jeżeli chcesz zwiedzać to miejsce i dokładnie mu się przyjrzeć zrób to w godzinach do tego celu wyznaczonych.
Godziny zwiedzania Katedry:
od poniedziałku do soboty w godz. 9.00 – 11:30 i godz. 13:00 – 16:30 a w niedziele i święta w godz. 13:00 – 16:30.
Wstęp: dorośli 6,00 € a dzieci od 6 do 14 roku życia 2,50 € .
Po więcej informacji sięgnij na stronę stephanskirche.at

 

 

Graben

 

 

Kolejne miejsce, które trzeba zobaczyć będąc w Wiedniu to Graben. Dzisiaj jest to deptak z kawiarniami i ekskluzywnymi sklepami. Graben to wiedeński odpowiednik krakowskiego Rynku – ma się wrażenie, że w wolne dni bywają tu wszyscy, spacerując, oglądając wystawy lub pijąc kawy w okolicznych kawiarniach.
Do XII wieku nie było to jednak miejsce spotkań wiedeńczyków a rów, dawna fosa rzymskiego obozu. Zasypano ją i przebudowano jej okolice za pieniądze z okupu, jaki dostał Leopold V za angielskiego króla Ryszarda Lwie Serce. Historię o powodach uwięzienia króla Ryszarda, okupie i krucjatach przeczytasz na blogu w artykule Co łączy wyprawy krzyżowe i austriacką flagę.

 

Ciekawymi punktami związanymi z Graben są Peterskirche, fontanny Józefa i Leopolda oraz delikatesy Julius Meinl. Delikatesy Julius Meinl znalazły się w tym przewodniku nie przez przypadek. Po pierwsze to kultowa marka i miejsce dla Wiedeńczyków. Po drugie sklep jest po prostu piękny. Kojarzy mi się ze sklepami z towarami kolonialnymi, jakie widziałam na starych zdjęciach. Kawa tej marki lub czerwona filiżanka z głową chłopca w fezie to dobry prezent przypominający Wiedeń.

 

 

 

 

Peterskirche to piękny barokowy kościół wciśnięty między budynki Graben prawie na wysokości fontanny św. Józefa – Josefsbrunnen. Legenda mówi, że pierwszy kościół założył tu już w VIII wieku sam Karol Wielki.

 

Jeżeli tak jak ja lubisz secesję, to na Graben czeka na Ciebie pewna niespodzianka. W 1905 roku wybudowano tu toaletę publiczną w tym stylu. Zadbano o dobre materiały i wykończenie jak mosiądz, szlachetne drewno, ceramika. Działa do dzisiaj. Warto skorzystać z okazji schodząc schodkami w dół choćby po to, by za 50 centów poczuć się jak wiedeńczyk z czasów Franciszka Józefa 😉

 

Najbardziej charakterystycznym punktem Graben jest jednak Kolumna Morowa.

 

 

Kolumna Morowa – die Pestsäule

 

 

Kolumna Morowa – die Pestsäule, pełna bieli marmuru i złota, jaką możemy podziwiać dzisiaj, to powstała po zwycięstwie nad Osmanami nowa wersja wiedeńskiego pomnika dziękczynnego. Wiedeń dziękuje nią Bogu za ocalenie z zarazy i obronienie przed wrogiem, który wydawał się być nie do odparcia. Napis na niej głosi „Glaube besiegt die Pest” – „Wiara pokonuje zarazę”.
W 1679 roku Wiedeń musiał zmierzyć się z dżumą nazywaną też czarną śmiercią. Pierwsze uderzenie nie spowodowało jeszcze paniki, ale gdy po tygodniach choroba nie ustępowała, zapanowała rozpacz. Tylko latem tego roku, w dwa miesiące zmarło w mieście ponad 21 000 ludzi.
Szukano wszelkiej pomocy i źródła ratunku. Cesarz wystawił drewnianą kolumnę z dziewięcioma aniołami, na cześć boskiej Trójcy, która miała być rodzajem dziękczynienia, ale i miejscem wznoszenia modłów z prośbą o ratunek. W ciągu kolejnych miesięcy choroba odeszła, zabierając ze sobą ponad 80 000 ludzi. Wyobraźcie sobie miasto, które ledwo co przetrwało zarazę, jeszcze nie zabliźniło ran i nie uciszyło żałoby, a już musi przygotowywać się do obrony przed kolejnym wrogiem. W marcu 1683 roku ogromna armia turecka ruszyła w kierunku stolicy Austrii. Wiedząc o tych wydarzeniach, zmienia się perspektywa i ocena słabości Austrii wobec tureckiej potęgi.
Brudna biel i złoto tej wysokiej na 21 metrów bryły to dobry punkt orientacyjny, ale i pamiątka jednego z trudnych rozdziałów niezwykłej historii miasta.

 

 

 

 

Czas ruszyć dalej na zwiedzanie Wiednia. Wchodzimy w . Znajdziesz tę uliczkę na początku Graben, tuż po opuszczeniu Stephansplatz, jeszcze przed pierwszą fontanną dedykowaną św. Leopoldowi – Leopoldsbrunnen. To ten brodaty mężczyzna z koroną na głowie i sztandarem w ręku.

 

Znajdziesz tu polski akcent, jakim są kanapki z polskim rodowodem, będące kultową marką wiedeńskich miejsc, które trzeba zobaczyć, smaków, które trzeba spróbować.
W 1902 roku w czasie, gdy cesarsko-królewski Wiedeń miał się bardzo dobrze, zjechał do niego krakowianin, Franciszek Trześniewski. Miał pomysł na nowy rodzaj biznesu – biznes kanapkowy. Pomysł wypalił a kanapki Trześniewskiego kupisz dzisiaj w kilku punktach Wiednia. Spacerując po Graben, koniecznie zaglądnij na Dorotheergasse pod numer 1.

 

Nieco dalej miniesz kawiarnię Hawelka założoną w 1939 roku przez ważną dla miasta postać, podnoszącego się z gruzów po wojnie, podzielonego na strefy kontrolowane przez aliantów, jaką był Leopold Hawelka. Kawiarnię polubili pisarze i artyści. Była awangardowa a żona właściciela piekła najlepsze w mieście buchty. Dzisiaj nie żyje już Leopold ani jego żona. Kawiarnia istnieje siłą ich legendy, ale jeszcze kilkanaście lat temu było to miejsce, w którym chciałabym posiedzieć mimo oparów dymu papierosowego. Jej zadymiona atmosfera i prosty, staromodny wystrój przypomina knajpki krakowskiego Kazimierza z początku tego stulecia.
Po tym wspomnieniu starego Wiednia ruszamy dalej Dorotergasse do Plankengasse a nią aż do Neuer Markt.

 

 

Neuer Markt

 

 

Między Albertiną, a Graben leży jeden z najstarszych placów Wiednia, który już w średniowieczu był gwarnym miejscem. To oczywiście Neuer Markt, czyli Nowy Targ nazywany też Mącznym, bo handlowano tu mąką i zbożem.
Na środku placu stoi fontanna nazywana zamiennie Donnerbrunnen lub Providentiabrunnen. Powstała w latach trzydziestych XVIII wieku. W 1770 roku zdobiące ją gołe postacie zgorszyły cesarzową Marie Teresę i zniknęły z fontanny. Dopiero kilka dziesięcioleci później wróciły na plac. Niestety rzeźby, które widzisz to brązowe kopie z końca XIX wieku. Oryginały stoją dzisiaj w Belwederze.
Różowawy budynek to kościół Kapucynów. Ufundowała go w 1627 roku cesarzowa Anna Tyrolska. Wygląda on skromnie, a jest to miejsce szczególne. W środku kościoła jest krypta cesarska Habsburgów – Kaisergruft, to miejsce wiecznego spoczynku wielu koronowanych głów tego rodu.
Jest tam też pochowana jedna królowa Polski, a mianowicie Eleonora Habsburżanka, żona króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego.

 

Krypty można zwiedzać codziennie w godzinach od 10 do 19. Wyjątkiem jest tu czwartek, gdy są otwarte od godziny 9. Bilety kosztują 7,50 € dla dorosłych i 4,50 € dla dzieci. Można je też zwiedzać z przewodnikiem w języku niemieckim lub angielskim. Szczegóły znajdziesz na stronie kapuzinergruft.com

 

 

Kärtner Straße

 

 

Mając kościół za plecami, po prawej stronie zobaczysz piękną fasadę restauracji Medusa, a przed sobą niewielki plac łączący Neuer Markt z Kärtner Straße i to tam skierujemy nasze kroki. Wejdziesz w Kärntner Straße mijając po lewej salon Swarovskiego. Mieniące się blaskiem diamentów szkiełka kuszą oko, ale cena potrafi przywrócić rozsądek. Firma ma bardzo ciekawą historię powstania, przeczytasz o niej na blogu w 3 austriackie produkty – marki.

 

Obok Graben, Kärtner Straße to najbardziej ekskluzywna ulica Wiednia. Należy też do najstarszych. Idąc nią, będziesz otoczony luksusowymi sklepami i butikami należącymi do znanych marek. Uroku dodają jej Święta Bożego Narodzenia, gdy skrzy się światłami nad głową przechodniów. Warto przejść nią kawałek, by poznać i to oblicze miasta. My idziemy nią pod Operę. To tylko 140 metrów.

 

 

Sachertorte – legendarny wiedeński smak

 

 

Nim zaczniesz podziwiać Operę, spójrz w prawo. Mijamy właśnie Hotel Sacher i kawiarnię. To tu podają tort Sachera – ten nazywany prawdziwym, którego receptura jest ściśle strzeżona, zamknięta w sejfie.
Torcik wymyślił młody austriacki cukiernik Franz Sacher w 1832 roku dla księcia Metternicha. Piekła go później cesarska cukiernia Demel, w której pracował Franz. Po jakimś czasie rodzina Sacher otwarła własny hotel i kawiarnię serwującą między innymi Sachertorte.
Rodzina Sacher chciała mieć jako jedyna prawa do używania nazwy Sachertorte na ciacho pomysłu ich przodka. Zaczęły się procesy sądowe trwające lata i zakończone wątpliwą wygraną Sacherów. Mogą używać nazwy Sachertorte, na ich torciku jest okrągła czekoladowa pieczęć ze znakiem firmowym. Dawna cesarska cukiernia Demel sprzedaje dzisiaj Demel’s Sachertort z czekoladowym trójkątem na torciku. Napis na tym trójkąciku mocno podważa wygraną Sacherów. Więcej przeczytasz  w  Sachertorte – legendarny wiedeński smak ze sprawą sądową w tle.

 

Czym jest to cudowne ciacho, o które walczono w sądzie?
W skrócie to prosty czekoladowy torcik przekładany marmoladą morelową i oblany czekoladą. Radzę skosztować i wyrobić sobie własne zdanie o tej słodkiej wiedeńskiej legendzie.

 

 

Opera

 

 

Wiedeńska Opera – Wiener Staatsoper, dla wielu mieszkańców i jego gości jest jednym z symboli miasta. Budynek, który dzisiaj widzicie, powstał w tym miejscu w 1869 roku. Dzisiaj budzi zachwyt, lecz w momencie powstania nie było go, co bardzo przeżywali jej projektanci. Architekci, którzy odpowiadali za budynek, nie dożyli ukończenia prac. Jeden popełnił samobójstwo, drugi miał zawał. II wojna światowa nie oszczędziła Opery, spora jej część została zniszczona w wyniku bombardowania. Ocalały schody, loggia, salonik dworski, część fresków. Reszta została odbudowana tak, że z jednej strony starano się zachować ducha dawnego budynku, a z drugiej poprawić jego akustykę. Wyszło nieźle!

 

 

 

 

Dzisiaj Wiener Staatsoper to jedna z najsłynniejszych placówek tego typu na świecie. Sezon trwa tu 300 dni, a w tym czasie widzowie mogą oglądnąć 50 przedstawień. Chociaż bilety bywają drogie, to zawsze można upolować tanie wejściówki na miejsca stojące. Do tego w kwietniu, maju, czerwcu i wrześniu obejrzeć kilkadziesiąt występów operowych i baletowych na wolnym powietrzu. Są one wyświetlane na ogromnym ekranie, na leżącym tuż przy operze Herbert-von-Karajan-Platz, a jest ta możliwość obcowania ze sztuką udostępniona za darmo.
Opera słynie jednak nie tylko z wystawianych tam spektakli, ale i z balu. Słynny Bal w Operze odbywa się co roku w ostatni czwartek karnawału od 1877 roku. Bywają na nim gwiazdy mediów i sztuk wszelkiego rodzaju.

 

 

Albertina

 

 

Albertina jest położona w sercu Wiednia, za plecami ma Hofburg i Burggarten, przed sobą Wiedeńską Operę.
Galeria ma swoje początki w 1776 roku. Jej założycielem był książę Albert Sasko-Cieszyński. Albert to syn i wnuk najgorszych królów, jakich Polska miała – Augustów II i III Sasów. Syn nie wrodził się na szczęście w tatę. Był dobrym żołnierzem, ale jeszcze lepszym gospodarzem. Ożenił się z Marią Krystyną, córką cesarzowej Mari Teresy. Ta w wianie dostała zrujnowane Księstwo Cieszyńskie. Para zakasała rękawy – o ile tak można powiedzieć o książętach. Postawili księstwo na nogi gospodarczo, rozwinęli przemysł, zajęli się edukacją poddanych.
Niestety Maria Krystyna zmarła w 1798 roku. Jej grób znajduje się w Augustinerkirche – to ten kościół ze strzelistą wieżą sąsiadujący z Albertiną. Grobowiec ma ciekawy kształt – trójkąta lub jak chcą inni piramidy. Stoi przed nim kilka postaci a na tarczy trzymanej przez leżącą postać znajdziesz znajome herby.

 

Po śmierci żony Albert przeniósł się do Wiednia i stąd kierował sprawami Księstwa Cieszyńskiego. Jako że pieniędzy mu nie brakowało, gromadził ryciny i dzieła dawnych mistrzów.
Tak powstała Albertina. Gdzieś te wszystkie dzieła Dürera, da Vinciego i reszty wielkich trzeba było ulokować i tak w 1822 roku Palais Erzherzog Albrecht zamienił się w jedną z najpiękniejszych galerii kontynentu – Albertinę.
Zbiory to dzisiaj ponad 1,5 miliona obrazów, grafik, rysunków i innych dzieł. Są przeogromne! Znajdziesz tu dzieła Dürera, Bruegela, Rubensa, Cézanna, Klimta, Kokoschki, Picassa, Moneta, Chagalla.

 

Schody do Albertiny, są dość niezwykłą reklamą aktualnych wystaw. Stojąc na placu przed wejściem do Albertiny masz piękny widok na budynek Opery. Gdy spojrzysz w dół zobaczycie budkę z kiełbaskami – Würstelstand. Ta należy do najbardziej znanych i jak wieść niesie serwuje jedne z najpyszniejszych w Wiedniu tak Wurst jak i bałkańską Bosne.
Z przyklejonej do ściany Albertiny fontanny Danubiusbrunnen spogląda groźnie Dunaj, przytulając Vindobonę – Wiedeń.
Jesteśmy w moich ulubionych miejscach Wiednia, nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, że jesteśmy zaledwie 100 metrów od Burggarten.

 

To on będzie kolejnym etapem zwiedzania Wiednia moim szlakiem. Po drugą część tego przewodnika wpadnij do mnie za tydzień 🙂

 

 

Beata

 

You Might Also Like

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »