Wiedeń, Rzymianie i cesarz Marek Aureliusz.

Grudzień 8

Rzymski cesarz Marek Aureliusz, to jedna z osób, która miała bez wątpienia wpływ na to kim jestem.
Lubię historie, zwłaszcza starożytność. Gdzieś na początku liceum, gdy zaczytywałam się „Rozmyślaniami” Marka Aureliusza, myślałam sobie, że fajnie byłoby się urodzić gdzieś tam, na ziemiach dawnego Cesarstwa Rzymskiego.
Niekoniecznie w starożytności. Chodziło mi bardziej o możliwość łazikowania po starożytnych ruinach.

Wracając do cesarza Marka Aureliusza. Lubię go za filozofowanie, za jego rozmyślania, które spisał „dla siebie samego” – taki miały te notatki oryginalny tytuł, lub dla syna – jak uważają niektórzy a czytają je po osiemnastu stuleciach całkiem mu obcy ludzie.
Paskudne to z jednej strony, wiem, ale z drugiej, gość naprawdę mądrze pisał a mądrego zawsze warto posłuchać.
Czy jednak korzyści jakie – nazwę to górnolotnie, ludzkość ma poznając przemyślenia Marka są ważniejsze od szacunku dla niego. Tak szacunku, bo skoro miały to być przemyślenia spisane dla syna, to nie dla mnie.
Hm…szanuję gościa, a wściubiam nos w jego prywatne pisadło. Rozgrzeszam się tym, że to jego sekretarz je upublicznił, nie ja.

Poza mądrością życiową, filozofią stoicką wcielaną w życie, Marek był wielkim władcą bez dwóch zdań. Wojować też potrafił.
Poczuli to Partowie, ale głównym terenem gdzie uprawiał politykę zagraniczną, popartą siłą legionów rzymskich były ziemie na północ od Dunaju, na terenie dzisiejszych Węgier, Austrii, Słowacji i Czech. Przez graniczny Dunaj, pchali się na ziemie Cesarstwa Markomani.
Marek Aureliusz, nie tylko zdołał ich wypchnąć z powrotem za Dunaj, ale posłał za nimi legiony, pobudował nowe obozy i planował ziemie dzisiejszych Czech i Słowacji zmienić w kolejne prowincje Rzymskie.
Byłoby miło gdyby mu się to udało, bo powiedzmy taki najbliższy rzymski amfiteatr może stałby niedaleko Raciborza.

Niestety wiosną 181 cesarz rozchorował się na dobre w Vindobonie.
To rzut beretem, czy raczej kilka stacji metrem ode mnie. W starożytności, a dokładniej w pierwszych pięciu wiekach naszej ery Wiedeń nazywał się jeszcze Vindobona.
Tak, Wiedeń, to bardzo stare miasto, ale o tym opowiem innym razem.
Dzisiaj tylko o Marku, cesarzu, wodzu i filozofie.

No więc wiosną, gdy wszystko miało się wkoło zazielenić a plany Markowe, dotyczące rozszerzenia granic Imperium dalej na północ, były o krok od realizacji nad Dunaj dotarła zaraza. Do dzisiaj trwają spory czy była to ospa na co wiele wskazuje, czy dżuma.
Cesarz chorował tylko siedem dni. Zmarł jak tysiące innych podczas tej zarazy przelewającej się przez świat od 165 roku. Galen nazywał ją „wielką zarazą”.
A tak na marginesie to wielki Galen był nadwornym lekarzem Marka Antoniusza. Gdy zaraza pierwszy raz dotarła do Rzymu w 166 roku ten medyk zamiast zostać i pomagać chorym zwiał do wolnego od zarazy rodzinnego Pergamonu.
W ciągu tych kilkunastu lat, Marek był wiele razy w miejscach, przez które plaga się przewalała. Nie chorował a tej wiosny gdy był tak blisko poszerzenia granic Imperium powalił go jakiś mikrob.
Mały, niewidoczny gołym okiem, ożywiony paproch, który zmieniał losy świata nie jeden raz.

Wiecie co mnie jeszcze zastanawia  w Marku?

Był mądrym, rozsądnym człowiekiem, szanował ludzi, dbał o Cesarstwo, a to za jego panowania, zwłaszcza pod koniec nasiliły się prześladowania chrześcijan. Miał ich za fanatyków.
No bo co im szkodziło dla zachowania życia i porządku państwa złożyć ofiary bogom Rzymu?
Bogów przecież należy czcić.
To boskimi istotami stali się z woli Marka jego zmarły brat i żona.
Rodzinę zaś należy szanować.

 

Księga XI,3 „Jakaż to jest dusza, gotowa, gdy już zajdzie potrzeba odłączenia się od ciała, albo zgasnąć, albo rozprószyć się, albo dalej trwać! Byle ta gotowość szła z własnego postanowienia, nie przez prosty upór, jak u chrześcijan, ale w sposób rozumny i poważny, i tak, by innego mogła przekonać, bez maski tragicznej.”

 

Księga VII.38 „Nie należy się gniewać na bieg wypadków. Nic ich to bowiem nie obchodzi

 

 

Księga VI,48 „Gdy chcesz sprawić sobie przyjemność, myśl o zaletach współżyjących, o dzielności jednego, skromności drugiego, hojności owego, o czym innym znowu u innego. Nic bowiem tak nie cieszy, jak obrazy cnót widoczne w charakterach współżyjących, o ile to możliwe nadarzających się w wielkiej obfitości. Dlatego mieć je należy zawsze przed oczyma”

 

 

I mój ulubiony Księga VIII,4

 


„A choćbyś pękł, nie zmieni się postępowanie ludzi.”


 

„Rozmyślania” Marka Aureliusza, cesarza, wodza, filozofa to dobra, niespieszna lektura, wieczorem w fotelu z kubkiem gorącej herbaty w ręce.

Jeżeli nie znacie zapisków Marka sięgnijcie po nie. Warto.

 

Beata

 

mare-a

 


 

Dziękuję, że mnie odwiedziłeś. Nie traćmy kontaktu 🙂

Subskrybuj Viennese breakfast na maila a otrzymasz o nowych wpisach.
Obserwuj bloga na faceboku, pogadajmy na twitterze.
Popatrz ze mną na świat w fotach na Instagramie

 


 

Możesz także lubić

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Translate »