Polsko-austriacki przekładaniec

Wrzesień 25

Polska i Austria nie mają dzisiaj wspólnej granicy. Pierwszy kraj jest średniakiem o niespełna 39 milionach mieszkańców, drugi maluchem z niecałymi 9 milionami.
Obydwa są jednak starymi graczami na mapie Europy i w ostatnim tysiącleciu nie raz, nie dwa się spotykały z sobą. Tak przez stulecia tworzy się ten polsko-austriacki przekładaniec

Dawno temu, gdy Habsburgowie dopiero wcielali w życie swoją doktrynę podbijania Europy przez małżeństwa – a tak, oni mieli dewizę, że nich inni się tłuką i prowadzą wojny a szczęśliwa Austria się żeni, gromadzi wiana i spadki – gdy ród ten dopiero piął się do swojego szczytu, dostał na swoją matkę-założycielkę pewną Piastównę o silnych genach i mocnych rękach.
Kobieta była jak Jagienka z „Krzyżaków”, łamała podkowy i wbijała gwoździe palcami w ściany – kawał baby.
Nazywała się Cymbarka, pochodziła z Mazowsza a była córką piastowskiego księcia Siemowita i siostrzenicą króla Jagiełły.
W 1412 roku wydano ją za mąż za Ernst der Eiserne (Ernsta Żelaznego).
Para doczekała się aż dziewięciorga dzieciaków ale najważniejszym z nich jest tu syn Fryderyk, który jako Friedrich III w 1452 koronował się na cesarza i tak to Piastówna stała się matką wszystkich Habsburgów, cesarzy Austrii.
Cymbarka jest nazywana w Austrii Cimburgis lub Zimburg.

Habsburgowie obwiniają ją o utrwalenie lub wniesienie do rodu charakterystyczniej wargi habsburskiej. Taki defekt urodowy dość mocno szpecący czasem oblicze.
Wnieść jej nie wniosła do rodu, bo mieli ją już stulecie wcześniej ale utrwalić mogła, bo są poszlaki mówiące, że sama podobny defekt urody posiadała a, że była babą o silnych genach, to wyszło jak wyszło.

Od czasu Cymbarki Habsburgowie rośli na znaczeniu i żenili się ze wszystkimi rodami Europy w tym królami Polski. Przez kilka stuleci gdy Rzeczpospolita była jednym z głównych rozgrywających obok Habsburgów w Europie, takie mariaże były konieczne, by nie brać się za często za łby i nie robić siekanego tatara z poddanych.
Chociaż z tymi królewskimi rodzinami to bywało różnie – jak historia uczy.
Tłukli się czasem i bracia, i wujowie, i kuzyni.
To znaczy nie oni, oni siedzieli zwykle bezpiecznie na swoich troniskach a bili się za nich poddani.
Nie ma to jak grać bohatera wysługując się rękami innych, bo jakże inaczej potoczyłoby się wiele sporów, które doprowadziły do wojen, gdyby te błękitnokrwiste rodzinki musiały sprawy załatwiać twarzą w twarz, jeden na jednego.
Zresztą nic się nie zmieniło do tej pory. Kiedyś królowie, baronowie i cesarze bawili się w wojenki wysyłając na nie poddanych a dzisiaj robią to prezydenci, premierzy i inni politycy, których sami w pono demokratyczny sposób wybieramy i dajemy im do ręki pozwolenie do ściągania na nas wojen i pokoju.

Czasem umieli się koronowani dogadać – jak to w rodzinie być powinno.
Było tak na przykład w 1515 na zjeździe wiedeńskim, gdy wnuk Cymbarki, cesarz Maksymilian I i wnuk Jagiełły Zygmunt Stary w towarzystwie prawnuka jagiełłowego Ludwika, spotkali się by razem ustalić jak przyblokować i dokopać Moskwie i Krzyżakom a dodatkowo, kto po kim co dziedziczy i z kim z rodziny się żeni.
Ostatni Jagiellon na tronie Polski żenił się z habsburskimi nie najpiękniejszymi kuzynkami aż dwa razy i tak wszystko w rodzinie się kręciło

Habsburżanki nie bywały szczęśliwe na polskim dworze, chociaż co raz któraś lądowała nad Wisłą jako koronowana żona.
W czasie oblężenia Wiednia przez Turków, mieszkała nad Dunajem Eleonora Habsburżanka, która nosiła tytuł Królowej Polski. Była żoną króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego i prawie cztery lata nam królowała.
Zwiedzając Wiedeń, warto zahaczyć o kościół Kapucynów na Neuer Markt. W Krypcie Cesarskiej obok innych wielkich z rodu Habsburgów, leży i Eleonora, królowa Polski.

Skoro doszliśmy do czasów odsieczy wiedeńskiej, to bez wspominania o tym jak to udało się cudem odeprzeć wojska tureckie ze środka Europy, wspomnę o kawie.
Tak, bo kawa ma w tym przekładańcu polsko-austriackim ważne miejsce.
Nie były to pierwsze kawiarnie jakie powstały w Europie ale pierwsze w naszej jej części i pierwsze nad Dunajem.
Założył je nasz rodak Jerzy Franciszek Kulczycki.
To taki siedemnastowieczny Bond, który z kupca znającego świetnie Imperium Osmańskie, w czasie oblężenia Wiednia w 1683, zmienił się w szpiega. Przekradł się z obleganego miasta do księcia Karola V, przynosząc wieści z oblężonej stolicy. Jakby tego było mało, wrócił do miasta przechodząc ponownie przez obóz Turecki. Tym razem, przynosząc obleganym Wiedeńczykom pocieszające wieści o nadciągającej odsieczy.
Po wygranej bitwie, jako nagrodę wybrał sobie, niechciane przez nikogo, 300 worków z ziarnem kawy.
To od nich zaczyna się historia wiedeńskiej kawy i kawiarni.

Do kawy możecie w Wiedniu zjeść kanapki z polskim rodowodem, będące kultową marką wiedeńskich miejsc, które trzeba zobaczyć, smaków, które trzeba spróbować.
W 1902 roku, w czasie gdy cesarsko-królewski Wiedeń miał się bardzo dobrze, zjechał do niego krakowianin, Franciszek Trześniewski. Miał pomysł na nowy rodzaj biznesu – biznes kanapkowy.
Pomysł wypalił i kanapki Trześniewskiego kupicie dzisiaj w kilku punktach Wiednia. Spacerując po Graben zboczcie na Dorotheergasse. Znajdziecie je tam pod numerem 1.

W Wiedniu rodzili się wielcy Polacy jak chociażby książę Józef Poniatowski, bratanek ostatniego króla Polski, Stanisława, marszałek Francji, Wódz Naczelnym Wojsk Księstwa Warszawskiego.
Ten utytułowany człowiek i zdolny wojskowy, urodził się w 1763 roku, w Wiedniu. Dokładnie w pałacu Kińskich przy Freyung 4.
Tak się składa, że mama bohatera wojen napoleońskich była z Kińskich – znanej czesko-węgierskiej rodziny.

Gdy w rządzonym przez Rosję Królestwie Polskim, zanosiło się na wybuch powstania, do Wiednia zjechał Fryderyk Chopin. Mieszkał tu w latach 1829-31, z małą przerwą latem 1830 roku, gdy wrócił na kilka miesięcy do Warszawy. Dzisiaj śladem po jego pobycie jest tablica na budynku Artaria Haus, przy Kohlmarkt 9, oraz pomnik w Schweizergarten.

Przechadzając się po Wiedniu traficie na ulice noszące nazwiska Polaków jak chociażby Kiepury, który swego czasu śpiewał w Operze Wiedeńskiej i nawet jest tam jego popiersie.
Sporo warstw jest w tym przekładańcu, jednak jedna jest dla mnie bardzo ważna.
To punkt obowiązkowy wycieczek po Wiedniu, jedna z najważniejszych galerii naszego kontynentu – Albertina.

 

albertina8

Co ta wspaniała galeria ma wspólnego z polsko austriackim przekładańcem?

Jej powstanie to historia z procentami i chmielem w tle.
Wśród mnogości tutejszych piw znajdziecie w knajpkach i sklepach Żywca.
Nie dziwcie się, że z polskich piw, akurat Żywiec dostaniecie w Wiedniu.
Browar założył w 1856 roku arcyksiążę Albrecht Fryderyk Habsburg, książę cieszyński i wnuk księcia Alberta Sasko-Cieszyńskiego.
Albert, to syn i wnuk najgorszych królów jakich Polska miała, Augustów II i III Sasów.
Syn nie wrodził się na szczęście w tatę. Był dobrym żołnierzem, ale jeszcze lepszym gospodarzem.
Ożenił się z Marią Krystyną, córką cesarzowej Mari Teresy. Ta w wianie dostała zrujnowane Księstwo Cieszyńskie.
Para zakasała rękawy – o ile tak można powiedzieć o książętach.
Postawili księstwo na nogi gospodarczo, rozwinęli przemysł, zajęli się edukacją poddanych.
Niestety Maria Krystyna zmarła w 1798 roku. Albert przeniósł się do Wiednia i stąd kierował sprawami Księstwa Cieszyńskiego.
Jako, że pieniędzy mu nie brakowało gromadził ryciny i dzieła dawnych mistrzów. Było tego tyle, że w końcu trzeba było to gdzieś ulokować.
Tak powstała Albertina, którą w 1822 roku otwarto dla publiczności.
Znajdziecie w niej dzieła Dürera, Bruegela, Leonarda da Vinci, Boscha, Moneta, Picassa.
Krócej byłoby wymieniać kogo tam nie znajdziecie.
Jest pewna satysfakcja w duszy, gdy się na Albertinę patrzy. Polski królewicz w końcu ją założył, za pieniądze jakie dało mu bogate dzięki niemu Księstwo Cieszyńskie.

Dzisiaj w Austrii a szczególnie jej stolicy znajdziecie polskie sklepy, w Bipie na półkach produkty Ziaji, w każdym markecie wędliny nazwane kiełbasą polską (Polnische Spezial), krakowską (Krakauer), polskie nazwiska i polskojęzycznych lekarzy, dentystów, prawników, farmaceutów, mechaników, inżynierów, budowlańców.
Polacy są obecni w życiu tego kraju od dawna.

Jak są postrzegani?

Różnie, wszystko zależy od osobistych doświadczeń osoby z którą rozmawiacie.
Dobrze pamiętać o tych wspólnych elementach układanki dziejowej i mądrze je przypominać. Budowanie dobrego obrazu jakiejś nacji trwa latami a zepsuć może go drobiazg.
Brakuje mi takiego mądrego budowania dobrego obrazu Polski i Polaków w Europie i na świecie.
Ma to robić rząd i odpowiednie ministerstwa, również za to w końcu biorą pensje. Robią to jak – każdy widzi.
Ważne byśmy więc my sami budowali mocny i dobry obraz siebie jako narodu, jednostek, ludzi. Bez nadęcia, zarozumialstwa ale i bez kompleksów.
Gdziekolwiek nas życie zaniesie niech ten przekładaniec polsko-europejski będzie bardziej strawny, smaczny, czasem słodki, czasem gorzki ale zawsze zjadliwy.
Czasem starczy strzelić pięć bramek w dziewięć minut jak Lewandowski, by dodać do tego swoją cegiełkę 😉

Dzisiejszy wpis jest jednocześnie wpisem wieńczącym „Miesiąc języków” oraz comiesięcznym wpisem w ramach akcji 80 blogów dookoła świata.

 

log-lacz

 

Wpisy blogerów z grupy Blogów językowych i kulturowych, którzy biorą udział w akcji znajdziecie niżej.
Zachęcam was do zaglądania na pozostałe blogi 🙂

 

Chiny:
Biały Mały Tajfun – Fałszywi przyjaciele

Francja:
Francais-mon-amour – Francuskie zapożyczenia w języku polskim

Love for France – 10 podobieństw między Polską a Alzacją

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim – Polskie akcenty w języku francuskim

Gruzja: 

 Gruzja okiem nieobiektywnym- Najsłynniejszy Gruzin w Polsce

Hiszpania:

Hiszpański na luzie – O tym jak i dlaczego Hiszpanie uczą się polskiego

Kirgistan:

O języku kirgiskim po polsku – Polacy w Kirgistanie

Niemcy: 

Niemiecki po ludzku: Co Niemcy wiedzą o Polsce? Codzienne sytuacje

Językowy precel – Germanizmy w języku polskim

Norwegia: 

Pat i Norway: Polska okiem Norwega

Stany Zjednoczone: 

PAPUGA Z USA Co Amerykanie wiedzą o Polsce?

Szwecja:

Szwecjoblog – Szwedzkie słowa w języku polskim

Turcja:

Turcja okiem nieobiektywnym: Czy przybył już poseł Lechistanu?

Wielka Brytania: 

English with Ann: MAM NEWSA czyli ile angielskiego jest w polskim

Włochy: 

Italia... Che meraviglia! – Polacy – włoski punkt widzenia?

Primo Cappuccino – Włoszki, które pokochały Polskę

Studia, parla, ama – Czy wiesz, co mówisz (po włosku)?!

 

Możesz także lubić

21 komentarzy

  • Odpowiedz Jhazper Wrzesień 25 at 10:33

    Ale ciekawy wpis, ja to jednak lubię te historyczne 😉

  • Odpowiedz baixiaotai Wrzesień 25 at 12:03

    Zabiłaś mnie kawą i kanapkami 🙂

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:13

      No co ty? 😉
      Kawa i kanapki wzmacniają a serio te kanapki i pasty którymi je smarują u Trześniewskiego są pycha.

    • Odpowiedz N. ze Szwecjobloga Wrzesień 26 at 14:11

      Ja też na ten fragment zwróciłam od razu uwagę 😉

  • Odpowiedz Ania Wrzesień 25 at 12:45

    Bardzo ciekawy wpis. Jestem tego samego zdania co Ty, że chociaż mamy wiele dobrego do powiedzenia o sobie i wręcz chwalenia się, nie potrafimy tego robić. Nie promujemy ciągle Polski. Zazdroszczę w tej kwestii Anglikom, którzy nawet Kubę Rozpruwacza rozsławili 😉
    Ale strasznie mi żal, że Albert tej Albertiny w Polsce nie założył!!!

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:18

      Fakt, Anglicy potrafią z byle czego zrobić swój atut. Austriacy też są w tym dobrzy 🙂
      Dobrze by było się od nich uczyć. dobrze mówić o swoich i pokazywać/przypominać nasze mocne strony.
      Szybko mocno, z głową i czasem dowcipnie reagować gdy ktoś mówi o nas kłamstwa na takie teksty jak ten ostatni Grossa.
      Pokazywać Polskę i Polaków od strony osiągnięć a nie tylko wojen.

  • Odpowiedz Papuga z USA Wrzesień 25 at 13:25

    Moja ulubiona Albertina!! a tak mało o niej, jak się okazuje wiedziałam… No to teraz wiem, dlaczego taką sympatią do niej pałałam, gdy mieszkałam w Wiedniu. Do tej pory mam sentyment i wspominam najlepsze wystawy jakie w życiu widziałam. Klimt chyba pobił wszystko… Egon S. też był zjawiskowy i poznawczy no ale jak sama dowodzisz… teraz już jest wszystko jasne, bratankowie się przyciągają. Albertina jest nasza 😉

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:19

      Albertina ma klimat i niesamowite zbiory.

  • Odpowiedz Obieżyświatka Wrzesień 25 at 14:30

    Ja mam wielki sentyment do Wiednia…
    O.

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:20

      Tego miasta nie da się nie lubić 🙂

  • Odpowiedz Pati Wrzesień 25 at 15:58

    Wow, chciałabym tak umieć opowiadać o historii! Czytałam z ogromnym zaciekawieniem i bardzo dużo się dowiedziałam, dziękuję ! 🙂

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:21

      Dziękuję 🙂
      Może trochę więcej historii zacznę umieszczać na blogu

      • Odpowiedz aga Wrzesień 29 at 10:31

        Czytałam z zapartym tchem i sporo się dowiedziałam. Dzięki. Świetny tekst

  • Odpowiedz Justyna - blog o Francji Wrzesień 25 at 16:22

    Nie jestem miłośniczką historii, ale tak to wszystko fajnie przedstawiłaś, tak płynnie przechodziłaś z jednego tematu na drugi, że przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Nawet wargę habsburską sobie wyguglowałam. Nie wiedziałam, że ten „defekt” ma swoją nazwę. Przy okazji przypomniała mi się historia rodzinna. Moja babcia, będąc bardzo młodą dziewczyną, pracowała w hotelu, w którym mieszkał Kiepura i zawsze z wielką przyjemnością o tym opowiadała 🙂

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:23

      Moja babcia też miała sentyment do Kiepury. Ten gość musiał mieć coś w sobie skoro podbijał serca ludzi gdziekolwiek się pojawił 🙂

  • Odpowiedz Magdalena Surowiec Wrzesień 25 at 17:26

    Bardzo, bardzo ciekawy tekst. Fajnie, że odnalazłaś takie powiązania. Racja, że powinniśmy dobrze świadczyć o naszym kraju, bo w końcu nikt tego za nas nie zrobi.

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 26 at 08:29

      Tak naprawdę to mieszkając poza krajem zawsze jesteśmy oceniani jako Polacy. Cokolwiek robimy dokładamy się do reklamy lub antyreklamy rodakom. Ocenia się nie tylko nas jako jednostki ale i nację. Nic na to nie poradzimy, tak działa ludzki umysł. Dobrze byłoby to wykorzystać na naszą korzyść 😉

  • Odpowiedz alessandra Wrzesień 25 at 20:14

    Nigdy nie słyszałam o tej Habsburżance. Lubię takie silne baby. Ta to trochę jak Bona Sforza.

  • Odpowiedz Ula Wrzesień 26 at 19:09

    Niesamowite jak bardzo historie Polski i Austrii się ze sobą przeplatały! Duużo tu nowych informacji znalazłam i coś czuję, że to jeszcze nie wszystkie ciekawostki w tym temacie 🙂

    • Odpowiedz Beata Wrzesień 27 at 11:51

      To była taka zajawka 😉
      Jest tego duuużo więcej!

    Zostaw odpowiedź

    Translate »
    Close