5 Austriaków, którzy napisali muzykę do znanych filmów

14 lutego

Austriaccy kompozytorzy kojarzą się zwykle z muzyką poważną. Najważniejsi i najbardziej znani to oczywiście wiedeńscy klasycy, czyli Joseph Haydn, Wolfgang Amadeus Mozart i Ludwig van Beethoven. Zaraz za nimi wymienić trzeba Franza Schuberta, Gustava Mahlera, Johannesa Brahmsa i oczywiście Johann Strauss ojciec i syn i wnuk.
Falco to austriacka scena muzyczna z międzynarodową sławą, ale już z czasów bliskich nam. Chociaż od jego śmierci minęło już 28 lat, kto nie zna „Rock Me Amadeus” a „Vienna Calling” i „Jeanny” są warte przypomnienia.
Mniej osób jednak wie, że czasem nucili muzykę znaną im z filmów, której autorami są Austriacy.

 

Wypada zacząć od absolutnych klasyków.

 

Historia pięknej i rozpieszczonej Scarlett O’Haryn nakręcona w 1939 roku, z Vivien Leigh i Clarkiem Gable do dzisiaj jest numerem jeden w sercach wielu kinomaniaków. Kochają ją za zdjęcia, za klimat, za sposób opowiedzenia tej historii i za muzykę.  Tak, autorem muzyki do „Przeminęło z wiatrem” jest Austriak, Max Steiner.

Urodził się jako Maximilian Raoul Walter Steiner w Wiedniu w 1888 roku. Z muzyką był związany od dziecka. Ze swoją orkiestrą do 1914 roku zdążył objechać pół świata, by w roku wybuchu wielkiej wojny wyemigrować do Stanów. Tam od 1929 roku zaczęła się jego przygoda z filmem. Do 1971 roku, gdy zmarł, jego muzyka jest tłem a czasem bohaterem ponad 300 filmów.

Napisałam, że jego muzyka czasem była bohaterem filmu, bo czym by była „Casablanca” bez jego muzyki. Inne filmy, które pewnie znasz, kiedyś widziałeś lub znasz melodie z nich pochodzące to „Małe kobietki” z Katherine Hepburn, które czarują widza od 1943 roku. Dodam, że dla niektórych to jedyna prawdziwa, godna oglądania ekranizacja tej powieści. Kolejny to  cudnie teatralny „King Kong” z 1933 roku, dalej są „Trzej muszkieterowie” z 1935 roku, no i mój ulubiony film rodem ze starego kina „Arszenik i stare koronki” z 1944 roku z Cary Grantem w roli głównej.

 

W złotej erze kina muzykę do filmów w Hollywood pisał także Erich Wolfgang Korngold. To Austriak urodzony w 1897 roku w Brnie, jednak do wyjazdu do Stanów w połowie lat 30 ubiegłego wieku był związany z Wiedniem.
Tak na marginesie, to gdyby nie zawieruchy wojenne i nastroje w Europie w pierwszych dekadach XX wieku ciekawe czy on jak i Max Steiner wyjechaliby za ocean, czy powstałaby ich muzyka, jak inne byłoby kino?
Obaj pochodzili z rodzin żydowskich. Erich nie był tak płodnym kompozytorem jak Max. Jego muzyka jest w 16 filmach. Jest tak po części dlatego, że zmarł wcześnie, bo już w 1950 roku a po części dlatego, że nie czuł się tak dobrze w filmie jak pisząc opery na wielkie sceny.

Najbardziej znanym filmem z jego muzyką jest Robin Hood z 1938 roku, z Errolem Flynnem i Olivia de Havilland w rolach głównych. Tak, to ta lekka i zabawna ekranizacja z Robinem w zielonych rajtuzach.

 

 

Tak doszliśmy do czasów współczesnych i kina ostatnich kilku dekad a tu błyszczą dwaj Austriacy lubiący pracować razem, pochodzący z Vorarlbergu Harald Kloser, który bywa też producentem i autorem lub współautorem scenariuszy i urodzony w Grazu Thomas Wander.

Osobno Tomas napisał muzykę na przykład do 42 odcinków serialu „Buffy postrach wampirów” nakręconych w latach 2000–2002.
Przyznać się kto nie okładał wtedy przynajmniej przez jakiś czas akcji Buffy?

Harald w 2004 skomponował między innymi ścieżki dźwiękowe do „Pojutrze” i „Obcego kontra Predator”. Pierwszy film ma naprawdę dobre efekty specjalne, a dodając do nich muzykę i opowiadaną historię sprawiają, że dobrze siego ogląda. Jest także autorem do „Trzynastego pietra” z 1999, to dobry, chociaż wiekowy już film o świecie wirtualnym.

 

Z katastroficznych filmów, którym dali oprawę muzyczną są „2012″ – oglądało się go zdecydowanie przyjemniej, gdy powstał trzy lata przed tą datą. Łatwiej było wybaczyć błędy i przerysowanie katastrofy, ale wtedy wszędzie pisano o nadchodzącym końcu, który kalendarz Majów miał przepowiadać. Kto to jednak dzisiaj pamięta. Chociaż minęło zaledwie kilkanaście lat, świat się bardzo zmienił. …a może to nie świat, tylko nasze postrzeganie tego co nas otacza. „Independence Day: Resurgence” z 2016 ogląda się chyba tylko jako powiew nostalgii za pierwszą częścią, która powstała dwadzieścia lat wcześniej.  Inne tytuły, przy których panowie pracowali razem to „Midway” z 2019, „Świat w płomieniach” z 2013, „10,000 BC” z 2008 – tak niedorzeczna historia, że aż zabawna.

 

Na koniec film świetnie opowiadający o Wiedniu podzielonym na strefy okupacyjne tuż po zakończeniu II wojny – „Trzeci człowiek”. Oglądając go, zobaczysz prawdziwe miasto z końca lat czterdziestych. Muzykę do niego napisał Wiedeńczyk, Anton Karas a główną rolę gra młody Orson Welles.

 

Przykładowe filmy wybrałam i opatrzyłam moją subiektywnyą oceną. Takimi są dla mnie.

 

Do napisania.

Beata

 

You Might Also Like

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Translate »