Ulice Wiednia – Fleischmarkt

2 czerwca

Fleischmarkt to jedna z tych uroczych uliczek Innere Stadt (1 dzielnicy Wiednia), której nazwa wskazuje na to kto ją zamieszkiwał i co na niej się działo. Był to targ mięsny i dzielnica rzeźników. Nie tylko ona, ale i przyległe do niej uliczki żyły tym fachem do XV wieku.

Fleischmarkt zaczyna się schodami łączącymi ją z Desider-Friedmann-Platz. Zbudowano je w 1911 roku, burząc kilka domów, by połączyć plac z ulicą. Do 1996 roku nazywały się one Fleischmarktstiege a dzisiaj Jerusalemstiege.

 

Schody tego rodzaju, większe, mniejsze, znajdziesz w wielu punktach Wiednia. Jak leżące 100 m od Jerusalemstiege, idąc w kierunku Marc-Aurel-Straße Theodor Herzl Stiege.
Jedne z moich ulubionych to Fillgraderstiege i Rahlstiege w 6 dzielnicy. To przy tych ostatnich znajdziesz Gänsemädchenbrunnen, czyli fontannę Gęsiareczki przeniesioną tu z Brandstatt, placu, który do niedawna sąsiadował z Katedrą. Przeczytasz historię tego miejsca tu

 

Brandstatt — plac przed Katedrą

 

Takie schody skracają drogę i umożliwiają szybsze przejście z ulic leżących na różnych wysokościach miasta, które na pierwszy rzut oka nie wygląda na położone wśród wzgórz. Otaczające Wiedeń wzniesienia to temat na kolejne „Opowieści Lasu Wiedeńskiego”.

 

Tam, gdzie Fleischmarkt przecina Rotenturmstraße stoi piękny secesyjny Residenzpalast.
Metal, szkło i płytki tworzą taki widok, że moje oczy a najczęściej i aparat nie mogą ominąć go obojętnie. Nieważnie, który raz bym tam przechodziła. No im ten niesamowity dach!

 

 


 

Jak stare opowieści przekazują, w tym miejscu stał wcześniej inny, o wiele starszy dom, w którym miał mieszkać przez pewien czas sam Faust. Tak, ten Faust, alchemik, astrolog z przełomu XV i XVI wieku, który miał sprzedać duszę diabłu. Kształcić się miał między innymi w Akademii Krakowskiej, czyli dzisiejszym Uniwersytecie Jagiellońskim.

 

W 1883 roku to tu powstało i miało swoją pierwszą siedzibę Wiedeńskie Pogotowie Ratunkowe. Jednym z trzech założycieli był Johann Nepomuk Graf Wilczek, polarnik, archeolog, o którym pisałam tu – Graf Wilczek i zamczysko Kreuzenstein.

 

Od końca XVIII wieku budynek, poprzednik secesyjnej perełki, był związany z Karajanami. Najbardziej znanym jej przedstawicielem jest dyrygent Herbert von Karajan. To ciekawa postać.
Nie zrezygnował z używania „von” (szlacheckiego dodatku do nazwiska) zakazanego w Austrii od 1919 roku, był romansującym z nazistami i uwielbianym przez nich dyrygentem, chociaż w jego żyłach płynęła krew grecka i słowiańska.

 

Grecy byli przez długi czas związani z Fleischmarkt, ale nim do nich dojdę jeszcze secesja w pięknej odsłonie, która jest obecna także w następnym budynku.
Nie da się przegapić tej metalowej elewacji z rzędem metalowo-szklanych wykuszy. Gdy zaczynałam poznawać Wiedeń, to właśnie ten budynek skradł moje serce. Długo był dla mnie numerem 1 wiedeńskiej secesji.

 

 

 

 

Nieco dalej zobaczysz dom w całkiem innym stylu. Neoklasycyzm, zdobienia elewacji,piękne herby miast sugerują, że budynek miał coś wspólnego z kupcem. Nie byle jakim kupcem, bo chociaż dzisiaj Julius Meinl kojarzy się z Graben to tu na Fleischmarkt pod numerem 7 stoi dawny Meinlhaus.

 

Zaraz za nim zaczyna się grecki Wiedeń.

 

 

 

Narożny złoty dom to „Zur Mariahilf”, który od średniowiecza był rozbudowywany, przebudowywany, dobudowywany, ale i tak zachował sporo starych elementów od renesansu po XIX stulecie. On, Griechenbeisl – najstarsza restauracja Wiednia, czerwono-żółta grecka cerkiew zur Heiligen Dreifaltigkeit (św. Trójcy), urocza Griechengasse biegnąca do Rotenturmstraße prawie równolegle z Fleischmarkt, tworzą dzielnicę Grecką.
Na jej początku znajdziesz okno z zielonymi okiennicami – to Fenster Cafe. Ciekawy pomysł na sprzedawanie dobrej kawy, którą można popijać, spacerując, podziwiając ten zakątek i zjeść razem z wafelkiem, do którego jest wlana.

 

 

 

 

Greccy kupcy odwiedzali Austrię już w czasach Babenbergów, jednak dopiero po 1781 roku, gdy ogłoszono Toleranzpatent, wielu osiedliło się tu na stałe. Nadal mieli w swoim ręku praktycznie monopol na handel z Imperium Osmańskim. Ich potomkowie wrośli w Wiedeń, Austrię, niemieckojęzyczny żywioł zachowując w sporej części prawosławie.

 

Piękny dom naprzeciw cerkwi nosi nazwę Toleranzhaus. Zbudowano go w 1793 roku i ma upamiętniać i uczcić tolerancję, jaka zapanowała wtedy w kraju. Radość, którą dał innowiercom Toleranzpatent dzisiaj może dziwić, bo w naszych oczach wprowadzał mocno dyskryminujący porządek.
Zastanawiam się, czy to jednak, aby my, żyjący w zwariowanym świecie, redefiniującym słowa, wartości, prawa, nie pogubiliśmy się tak bardzo, że tworzymy nietolerancyjny chaos.

 

Tam, gdzie Flaischmarkt łączy się z Laurenzerberg stoi monumentalny budynek poczty. Do końca XVIII wieku był tu okazały klasztor dominikanów, który w części jest wbudowany w nowy, wzniesiony na początku XIX wieku gmach.

 

Po przejściu 400 metrów dających początek Fleischnmarkt schodów ulica kończy się ścianą budynków Postgasse.

 

Patrząc na nazwy ulic i ich historię, kołata mi po głowie, że dawniej życie miasta, było mocno stąpające po ziemi. Życie i śmierć tak ludzi jak i zwierząt trwały obok siebie. Nie oburzał nikogo widok martwego prosiaka wystawionego w całości na sprzedaż, jak to miało miejsce kilka lat temu w jednym z supermarketów w Polsce. Dzisiaj taka otwartość jest uznawana za brutalną i rażącą wrażliwych mieszczuchów XXI wieku, pochłaniających nieprawdopodobne ilości mięsa pod każdą postacią, praktycznie do każdego posiłku.
Nie chciałabym musieć oglądać na co dzień zabijania kurczaków czy krów spacerując po mieście. Czuć zapach ich krwi, słyszeć, jak się boją i umierają, przechodząc na przykład tą ulicą. Myślę jednak, że takie doświadczenie mogłoby być dzisiaj otrzeźwiające dla wielu. Rozbiłoby bańkę dziwacznego, fałszywego obrazu naszego stylu życia. Trudno nie wspomnieć mi o tym pisząc o Fleischmarkt, a może to właśnie jeden z tych momentów, gdy to co było, echem mówi do nas dzisiaj, o sprawach zapomnianych, tych, o których nie chcemy wiedzieć, widzieć, doświadczać.

 

Spacery ulicami Wiednia podczas których opowiem o ich historii, ludziach, którzy nią chodzili, mieszkali tu będę kontynuować. Na razie jest mnie nieco mniej na blogu, rzadko, bo tylko raz w miesiącu wysyłam „List z Wiednia” i o wiele mniej w socjal mediach. Tak będzie pewnie do jesieni.
Zastanawiam się jednak czy nie wybrać stałego dnia publikacji artykułów na blogu i dnia wysyłania listu.
Co wybrać dla artykułów: dzień tygodnia np. wtorek czy numerek dnia np. 5-15-25?
Pierwsza sobota miesiąca dla listu?

Jestem otwarta na sugestie. Jeżeli nie chcesz zostawić tu komentarza, to napisz do mnie wiadomość na Facebooku lub maila.
Na koniec, proszę subskrybentów, sprawdzajcie, czy „List z Wiednia” nie wpada w spam, co ostatnio niestety się dość często zdarzało.

Dobrego długiego weekendu i do napisania.

Beata

 

Zdjęciami z Griechengasse uratował mnie opiekujący się blogiem od strony technicznej Esencjal.
Róbcie kopie bo „czarna dziura” potrafi pożreć wszystko.

You Might Also Like

1 komentarz

  • Odpowiedz Adam B. 14 czerwca z 13:48

    Dzień obojętny, każdy wpis powitam z radością 😉

  • Zostaw odpowiedź

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

    Translate »