Księżniczka z obrazu Velázquez — Margarita Teresa

19 lipca

Księżniczki są nieodłączną częścią pięknych bajek, ale także panujących rodów. Bez nich nie utrzymałyby one swojej pozycji, władzy, ziem, nie mnożyły majątków, trwając tak przez dziesięciolecia a często stulecie jako wielkie i mniejsze dynastie.  Życie księżniczek w bajkach to jednak zupełnie inna rzeczywistość niż ta, jaką żyły dziewczynki i kobiety, w których żyłach płynęła krew rodów rządzących Europą, tworzących wielkie imperia.

 

Habsburgowie jako jeden z najpotężniejszych rodów Europy utrzymali swoją władzę tak długo i na tak dużym obszarze, nad tyloma narodami prowadząc specyficzną politykę dynastyczną. Starali się bardzo mocno i blisko łączyć więzy rodzinne między gałęziami rodu władającymi różnymi krajami. Działali zgodnie ze swoją maksymą „Bella gerant alii, tu, felix Austria, nube!” – „Niech inni toczą wojny, ty szczęśliwa Austrio żeń się”.  Żenili się z innymi wielkimi rodami Europy, ale także między sobą, w rodzinie, bardzo blisko wchodząc w kazirodztwo. Nie był to jedyny ród noszący korony na głowie, który to robił w dziejach ludzkości, ale z tych bardziej współczesnych na pewno byli recydywistami do potęgi.

 

Przez stulecia Habsburga łatwo dało się rozpoznać po specyficznej urodzie: długa twarz, tak zwana habsburska szczęka, czyli przerośnięta żuchwa z przydługą brodą, wielkimi wargami, przodozgryz posunięty do tego momentu, że niektórzy mogli jeść tylko rozdrobnione pokarmy, bo sami nie byli w stanie gryźć.  Mieli także problemy, by rozumiano ich, gdy ich wysokości coś mówiły. Nie wszyscy byli dotknięci tą wadą, rozwijała się też z różną mocą, dotykając Habsburgów przez pokolenia. Chociaż ta w tym rodzie już była obecna i tak lubią obwiniać Cymbarkę, Piastównę z Mazowsza, siostrzenicę Jagiełły, żonę Ernsta Żelaznego. Wnieść im tej specyficznej urody w genach nie wniosła, ale co prawda utrwalić mogła. No ale widziały gały, co brały, a gdyby żenili się w rodzinie, z częstotliwością innych rodów panujących, problem by nie dokuczał tak bardzo, wizerunek nie ucierpiał.

 

Dzisiaj jednak nie o wielkich ustach, długiej żuchwie i urodzie Habsburgów a o księżniczce z tego rodu. Nazywała się Małgorzata Teresa, urodziła się 12 lipca 1651 roku w słonecznej Hiszpanii. Na tronie w Madrycie zasiadali wtedy Habsburgowie. Jej tata to Filip IV Habsburg a według rodzinnych koligacji bliski kuzyn mamy. Mama to Maria Anna Habsburżanka, siostra cesarza Leopolda I siedzącego na Wiedeńskim tronie.

 

Pierwszy raz zobaczyłam twarz kilkuletniej Małgorzaty Teresy, gdy sama miałam ledwo kilkanaście lat. Nic bardziej mnie wtedy nie pociągało niż malarstwo i rysunek. Podziwiałam wielkich tej sztuki, których ręka potrafiła oddać w obrazie więcej, niż widzą oczy i starałam się ich nieudolnie naśladować, malując czym popadnie i na czym się tylko dało.

Las meninas (Panny dworskie) Velasqeza był obrazem, który zapadł mi w serce i pamięć.

 

Centralną postacią jest tu mała jasnowłosa dziewczynka o dziwnie poważnym i dojrzałym spojrzeniu – to pięcioletnia infantka Małgorzata. Było w niej coś, co mnie zafascynowało. Patrząc na nią, nie widziałam małej księżniczki, ale królową o smutnych i poważnych oczach, która już wiele widziała i wie, co jest przed nią.

 

Moje wyobrażenie o tej małej blondynce z obrazu musiało jakiś czas temu ulec zmianie za przyczyną Bożeny Fabiani – nikt tak pięknie nie opowiada o sztuce jak Pani doktor! Jeżeli nie znasz jej gawęd, zachęcam byś się w nie zagłębił. Wspomina ona w jednym z artykułów, że odnaleziono listy Filip IV Habsburg, taty Małgosi, z których wyłania się jej obraz jako bardzo radosnego i psotliwego dziecka. Hm, tyle wiemy o ludziach, co nam sami pokazują. Tak było i jest. Dawniej portrety malowane według ustalonego z góry kodu i zasad pokazywały jako poważnych oraz dostojnych wielkich tego świata i tych, którzy chcieli za takich uchodzić. Dzisiaj socjal media kreują idealne życie idealnych celebrytów, które to obrazy, masy chcą kopiować, w swoim, ich zdaniem, nieciekawym życiu.

 

Jaka była Małgosia jako dziecko i nastolatka, nie dowiem się już dzisiaj w pełni. Wiem za to, że jej życie było krótkie. Przeżyła niespełna 22 lata. Niewiele. Były to lata typowe dla prawdziwych księżniczek, nie tych z bajek. Już jako dziecko miała wyznaczony los – zostać żoną brata mamy, cesarza Leopolda I. Był o 11 lat starszy od Małgosi. By wiedzieć, jak jego przyszła żona dorasta i z dziecka staje się nastolatką, dostawał regularnie jej portrety. Te dziecięce i późniejsze zdobią dzisiaj Kunsthistorischen Museum Wien.

 

Ślub Leopolda i Małgosi celebrowano wiosną 1666 roku, ale wesele odbyło się, dopiero gdy panna młoda na początku grudnia dotarła do Wiednia i spotkała poślubionego już Leopolda. Dziewczyna miała wtedy 15 lat. Ślub w tym wieku nie był wtedy niczym dziwnym zwłaszcza w rodach arystokratycznych, królewskich. Problem pojawiał się, gdy młody małżonek za bardzo pokochał młodziutką żonę i nie powstrzymywał swojego apetytu na alkowiane figle.

 

Nastoletnia Małgorzata praktycznie od razu zaszła w ciąże. Przez cały czas trwania małżeństwa była w kolejnych ciążach. Urodziła czworo żywych dzieci, z których wieku dorosłego dożyła tylko córka Maria Antonina. Umierając Małgorzata, była w kolejnej zaawansowanej już ciąży. Organizm tej bardzo młodej kobiety nie dał rady takiemu obciążeniu jak 5 ciąż i co najmniej 2 poronienia w ledwo 6 lat. Jednak los, jaki w prawdziwym życiu mają wyznaczony księżniczki to urodzenie następcy tronu, zabezpieczenie rodu kolejnymi dziećmi. Spełniała go z wszystkich sił.

 

Książęta i królewicze także nie byli wolni od obowiązku spłodzenia potomków i dziedziców oraz córek, by rodowy interes utrwalać kolejnymi ślubami. Interes rodu, polityka i jak dzisiaj powiedzielibyśmy, biznes decydowały, kto kogo poślubi. O miłości nie wspominano, chociaż ta dopadała tak dobrane pary częściej, niż przypuszczamy.

 

Leopold, chociaż kochał aż za bardzo swoją Małgorzatę, czym pewnie przyspieszył jej odejście z tego świata, musiał spełnić swój rodowy obowiązek i spłodzić dziedzica. Kilka miesięcy po pogrzebie żony stał kolejny raz na ślubnym kobiercu, ale i tym razem los nie był dla niego łaskawy.  Poślubił krewną, a jakże, Klaudię Felicytę. Zmarła dwa i pół roku później rodząc wcześniej dwoje dzieci, które zmarły jako niemowlaki. Dopiero trzecie małżeństwo z księżniczką spoza rodziny dało Leopoldowi upragnione dzieci. Urodziła się mu między innymi w 1680 roku, gdy cesarz i jego świta uciekli z Wiednia przed wielką zarazą Maria Elżbieta. Tak, to ta zaraza, po której zakończeniu wzniesiono w geście dziękczynnym Kolumnę Morową (Pestsäule).

 

Maria Elżbieta nie była zwykłą księżniczką, wyłamała się ze schematu. Była ambitna, bardzo dobrze wykształcona, znała pięć języków, nie wyszła za mąż, mądrze zarządzała jako namiestniczka Austriackimi Niderlandami. Jej współcześni uważali, że jest przeznaczona do rządzenia, nie do typowo kobiecych spraw.

 

Na koniec jeszcze kilka słów o śladzie, jaki Małgosia zostawiła w Wiedniu. Była jak wszyscy Habsburgowie gorliwą katoliczką, ale miała ten mocny hiszpański rys, twardego katolicyzmu z mocnym śladem inkwizycji. W 1669 roku cesarz Leopold I wypędził Żydów z wyspy na Dunaju. Zburzył synagogę, wzniósł kościół i zmienił nazwę tego miejsca na Leopoldstadt. Miało to się stać za namową Małgosi.

 

Bajki o księżniczkach kończą się na scenie zaręczyn lub wesela. Czasem padają słowa „żyli długo i szczęśliwie”, ale w prawdziwym życiu księżniczki często umierały młodo, w połogu lub podczas komplikacji związanych z ciążą.

Czy dzisiaj sprawy mają się inaczej?

Nie sądzę. Tam, gdzie nadal ważny jest interes rodu/rodziny, połączony z biznesem, wielkim majątkiem, wszystko toczy się starymi torami. Czasem ktoś wyłamie się ze schematu, ale nadal to wyjątki, nie reguła. Wielkie biznesy, władza, rządzą się starymi twardymi prawami. Bajki są dla dzieci i tych, którzy nie są z wielkim biznesem i władzą blisko związani.

 

Bajki mają swoją relaksująco— resetującą rolę do spełnienia i wszystko jest dobrze, gdy pamiętamy, że to fikcja, fantazja. Problem pojawia się, gdy ktoś zaczyna wierzyć, że dom influencerki jest zawsze idealni posprzątany, aktorka jest tak doskonała, bez pomocy całego zaplecza specjalistów, a miliarder z dobroci serca rozdaje przez swoje fundacje miliony, tylko jakoś dziwnym trafem jego majątek rośnie nadal i to o wiele szybciej niż inne biznesy.

 

Życie to nie bajka, ale może być piękne, spełnione, szczęśliwe. Warto widzieć sprawy takimi, jakimi są, doceniać je bez brania udziału w bajkowym balu maskowym.

Do napisania.

Beata

 

Diego Velázquez, Panny dworskie (Las meninas) | 1656, Prado, Madryt

You Might Also Like

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »