Wiedeński Dunaj

Kwiecień 8

Dunaj to druga po Wołdze co do długości rzeka Europy. Jako jedyna płynie „pod prąd”, bo z zachodu na wschód. Chociaż ma stosunkowo blisko do Adriatyku, Morza Śródziemnego czy Północnego, wije się leniwie przez środek Europy, by w końcu rozpłynąć się w Morzu Czarnym. Po drodze zgarnia wody z rzek Europy Środkowej i Południowej. Nawet w Polsce biją źródła rzeki, której wody mieszają się z Dunajem a jest to Czarna Orawa.
Dzisiaj skupię się na krótkim odcinku Donau – tak brzmi nazwa Dunaju po niemiecku, w którym przepływa on przez stolicę Austrii.

Wiedeń i Dunaj są ze sobą związane na dobre i złe. To była do niedawna trudna miłość.
Rzeka nie płynęła jednym korytem ale meandrowała, przebijała się przez bagna i podmokłe tereny na obszarze, który zamykał się między Kanałem na południu a Starym Dunajem na północy.
Często wody nie mieściły się w tej skomplikowanej sieci i zalewały miasto, które przez tysiąclecia – a tak, bo Wiedeń ma bardzo stare korzenie sięgające czasów sprzed rozlokowania się tu imperium rzymskiego, zalewały miasto.

 

Dunaj-1

 

Najstarsza część Wiednia leżała na południe od Donaukanal (Kanału Dunajskiego) a on sam uzyskał dzisiejszy, uregulowany kształt, podczas prac prowadzonych w latach 70 -tych XIX wieku mających uchronić miasto przed powodziami i ułatwić żeglugę. Dunaj do dzisiaj jest ważnym wodnym szlakiem komunikacyjnym. Pływają po nim nie tylko statki spacerowe i wycieczkowe ale również liczne barki towarowe.

Donaukanal to dzisiaj miejsce spacerowe okraszone knajpkami gdzie można coś zjeść ale i przystań katamaranu do Bratysławy. Na stronie Twin City Liner znajdziecie wszystkie informacje o tym, o której i za ile popłyniecie tam i z powrotem, ewentualnie tylko tam.

 

Donaukanal

Donaukanal

 

Druga część starego koryta Dunaju leży na północ od obecnego i nosi nazwę Alte Donau (Stary Dunaj)
Dzisiaj ta część jest ogromnym terenem rekreacyjnym nad którą uprawiają Wiedeńczycy sporty wodne, głównie żeglarstwo. Ten ogromny zielony nadbrzeżny teren jest skarbem dla miasta. Jego plan ze wskazaniem co i gdzie znajdziecie TU

Patrząc  na współczesną mapę Wiednia widzimy miasto przecięte prawie prostą linią podwójnego koryta rzeki.

 

Widok z Leopoldsbergu

Widok z Leopoldsbergu

 

Taki widok to nowość i efekt kolejnych prac nad regulacją Dunaju i poprawą jego żeglowności. Prowadzono je w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Obok koryta Dunaju powstał na Neue Donau (Nowy Dunaj) a z ziemi wykopanej podczas tych prac usypano długą, wąską wyspę, rozdzielającą je czyli Donauinsel (Wyspa Dunaju; die Insel to wyspa). Ciągnie się na ponad 21 km, za to jej szerokość to maksymalnie 250 metrów. Zaczyna się tuż przed granicą miasta na wysokości Langenzersdorf i Klosterneuburga.

 

dunaj-wyspa

Początek wyspy. Na lewo Dunaj na prawo Nowy Dunaj.

 

Donauinsel pokocha każdy kto jest w mieście latem dłużej niż kilka dni. To ogromny teren zielony z drogami do biegania, knajpkami by zebrać siły po treningu lub ostygnąć po leżeniu plackiem i podsmażaniu ciałka na słońcu. To miejsce festiwali i koncertów a grają tu kapele rockowe i filharmonicy.

Z ciekawostek wspomnę wam teraz o najbardziej znanym miejscu nad wodą w mieście o nazwie Copa Cagrana. Tak, macie dobre skojarzenia z brazylijską plażą Copa Cabana. Kagran to część Wiednia a dokładnie 22 dzielnicy.

 

dunaj-3

 

Ten wpis to wstęp do pokazania wam bliżej kanałów, zatok, rzeki, przystani, plaż i życia, którym tętni brzeg Dunaju w Wiedniu. Niech no się jeszcze trochę ociepli a zabiorę was tam na spacery.

Beata

 

Możesz także lubić

16 komentarzy

  • Odpowiedz Hanna Kwiecień 8 at 22:08

    W Czerwcu mam nadzieje być nad Modrym Dunajem.Serdeczności Beatko!

  • Odpowiedz Pepa Kwiecień 10 at 16:11

    Już nie mogę się doczekać dalszych wpisów, uwielbiam Dunaj. Chociaż koniec wyspy na Lobau gdy dopiero uczyłam się jeździć na rolkach napędził mi niezłego stracha. Bałam się, że nie wyhamuję i wpadnę do wody brrrr…

    • Odpowiedz Beata Kwiecień 11 at 10:08

      Ostry zakręt po długiej prostej może zaskoczyć 😉

      • Odpowiedz epepa Kwiecień 12 at 08:37

        Dokładnie, chwila nieuwagi i… brrr, to było ekstremalne przeżycie zwłaszcza, że ledwo jeździłam na tych rolkach i dojechałam tam trzymając się za rękę. Z kolei bardzo podobało mi się na drugim końcu wyspy. Widok na Kahlenberg i piaszczyste plaże od strony Dunaju, czułam się tam jak na wakacjach nie opuszczając miasta. Nawet odkryłam na wyspie sad owocowy! Wielkie drzewa z jabłkami, gruszkami, krzewy rosnące zupełnie na dziko. Gdybym miała okazję pobyć w Wiedniu jeszcze chwilę, na pewno bym pokusiła się o zrobienie jakiegoś dżemu czy konfitury z Donauinsel, bo lubię się bawić w takie rzeczy 🙂

        • Odpowiedz Beata Kwiecień 12 at 10:26

          Nooo, mogło być ciekawie 😉
          Faktycznie, drugi koniec, który jest na focie we wpisie jest bardziej dziki.
          Znasz całą wyspę?

          • epepa Kwiecień 12 at 12:53

            Tak do końca to chyba nie, pełno tam różnych zakamarków. „Przejechałam” ją na rolkach całą od strony Neue Donau, ale drugą stronę i środkową „alejkę” to tak fragmentami poznałam i bardziej północną część, Lobau zwiedzałam już głównie na rolkach, a od strony rzeki nawierzchnia jest trochę gorsza i często brakuje kawałków asfaltu, więc sobie odpuściłam. Jeśli będę miała okazję być latem w Wiedniu, załatwię sobie rower i spróbuję zbadać trochę bardziej Donauinsel od strony Dunaju. Z takich ciekawych miejsc to odkryłam właśnie sad, o którym wcześniej wspominałam (ok 30 min. piechotę od Jedleseer Brucke w stronę Klosterneueburga środkową „górną” alejką) i piękne plaże po stronie Dunaju już przy końcu wyspy.

          • Beata Kwiecień 12 at 14:37

            Dla mnie wyspa ma ciągle wiele tajemnic 🙂
            Musze odszukać ten sad jak tylko się ociepli, może rowerem bo to jednak kawał wyspy 🙂
            Widzę, że od dłuższego czasu nie ma nic u ciebie na polskim blogu, zawiesiłaś go na korzyść angielskiego, czy to tylko czasowa cisza?

          • epepa Kwiecień 12 at 16:06

            Jeszcze nie wiem… Póki co pochłonęło mnie tworzenie nowego bloga. Wykupiłam sobie serwer, więc jestem można powiedzieć na swoim i wreszcie odwiedzają mnie ludzie zainteresowani tematyką podróży. Na starym blogu miałam dużo wpisów kosmetycznych i ludzie wciąż trafiają na niego głównie szukając haseł „krem na trądzik” czy „jak zregenerować zniszczone wlosy”. Jak można się spodziewać większość nie jest w ogóle zainteresowana zabytkami Wiednia ani zwiedzaniem Śląska, więc zrobiła się z tego taka trochę ślepa uliczka. W dodatku w Wiedniu poznałam wiele osób z różnych krajów i było mi trochę smutno, że nie mogę podać im adresu bloga i podzielić się tym, co tworzę. Na razie więc próbuję zrobić coś nowego, od początku, zobaczymy co czas pokaże…

          • Beata Kwiecień 12 at 16:40

            Rozumiem. Może warto wpisy podróżnicze przenieść na nowego bloga przetłumaczone, może przeredagowane odrobinę? Szkoda by stracić te treści. To jednak kawał twojej pracy.

          • epepa Kwiecień 12 at 23:20

            Właśnie tak to sobie planowałam zrobić, parę wpisów jak te o Alpach i Naschmarkcie już tam jest a w międzyczasie przychodzą mi do głowy inne pomysły. Najbardziej ekscytujące w prowadzeniu bloga po angielsku jest chyba to, że to co napiszesz trafia na cały świat. Na przykład mój wpis o gliwickiej Palmiarni przeczytało ponad tysiąc osób, głównie zza Oceanu. Nie sądziłam, że tak niszowe miejsce może zainteresować tyle osób, a jednak. To fajne uczucie pokazać ludziom, którzy być może nawet nie słyszeli wcześniej o Polsce kawałek swojego kraju. Blog w naszym ojczystym języku nie dawał mi tej możliwości i takiej radości z pisania, mimo że trochę mam pod górkę z językiem. Właśnie, i to jest też dodatkowy atut- nauka języka 🙂

          • Beata Kwiecień 13 at 11:56

            To prawda – język czasem otwiera drzwi a czasem je zamyka. Przy okazji szlifujesz język. Myślałam nad dwujęzycznością mojego bloga ale jeszcze nie czuje się na tyle pewnie w niemieckim by porwać się na to. Kto wie, może zimą… 🙂

          • Pepa Kwiecień 13 at 12:42

            Myślę, że to świetny pomysł. To co tu robisz jest bardzo ciekawe i mam przeczucie, że poznałaś już miasto lepiej niż niejeden Wiedeńczyk. Zapewne wiele osób z Austrii i krajów niemieckojęzycznych chętnie by czytało Twojego bloga. Ja wychodzę z założenia, że nawet jeśli nie zna się dobrze języka to lepiej się ośmieszyć (jeśli w ogóle tak to można nazwać) niż w ogóle nie próbować. Zawsze to jakieś wyzwanie i krok naprzód. Niestety nie znam niemieckiego na tyle, żeby czytać blogi w tym języku, ale będę gorąco kibicować i na pewno spróbuję co nieco odszyfrować.

  • Odpowiedz Hexe Kwiecień 11 at 08:59

    Zbliża się Wiedeń od kuchni 🙂 To z czego słynie, czekamy, czekamy na c.d. 🙂

    • Odpowiedz Beata Kwiecień 11 at 10:09

      O! Kuchni dawno nie było! 🙂

  • Odpowiedz Matka na Szczycie Sierpień 11 at 05:58

    Oj, wróciły moje wiedeńskie wspomnienia 🙂 A na Alte Donau toczy się istota scena mojej powieści 🙂

    • Odpowiedz Beata Sierpień 11 at 11:29

      Alte Donau – to kawałek Wiednia gdzie zupełnie nie czuje się wielkiego miasta. Dobre miejsce na ulokowanie bohaterów powieści 🙂
      Cieszę się, że mogę przypomnieć ci to piękne miasto.

    Zostaw odpowiedź

    Translate »
    Close