Walc to taniec, który dzisiaj zna chyba każdy. Kroki nie są może skomplikowane, ale ich lekkie i poetyckie wykonanie już nie jest takie proste. W walcu, nazywanym dzisiaj wiedeńskim, pary zaczęły wirować najprawdopodobniej w drugiej połowie XVIII wieku, gdy muzyka grała w wioskach i miasteczkach tam, gdzie Bawaria i Austria spotykają się i przenikają w malowniczych górskich dolinach. Od dawna przy dźwiękach muzyki mieszkańcy tańczyli tam tańce, w których pary także wolniej lub szybciej obracały się, wirowały.
Prawdopodobnie właśnie jeden z takich tańców zakręcił tancerzom mocniej w głowach i to walzen – wirować, dało mu początek. Tym tańcem zresztą wykonywanym do dzisiaj był Ländlena, a można go wykonać na ludowo i salonowo. Uważam go za jeden z piękniejszych tańców, w jakich pląsała od wieków Europa. Piękne salonowe wykonanie zobaczysz w „Dźwiękach muzyki”, gdy Maria tańczy z kapitanem Trappem. Jest to piękny familijny film z 1965 roku i Julie Andrews w roli głównej.
Walc powoli wchodził do kultury i miast. W 1785 roku Hiszpan komponujący opery na dworze w Wiedniu Vicente Martina y Solera, wplótł walca w jedną z nich, w „Una cosa rara”. Tak na marginesie to ostatnia ćwiartka XVIII i pierwsza dekada XIX wieku na dworze wiedeńskim charakteryzowała się niezwykłym zagęszczeniem muzyków i kompozytorów na metr kwadratowy. Wyskoczyło mi ponad 20 nazwisk, a gdyby lepiej poszperać pewnie znalazłoby się jeszcze kilku jak nie kilkunastu. Rywalizacja między nimi musiała być ostra, by wszyscy mogli zarobić na chleb, nawet biorąc pod uwagę hojne sponsorowanie muzyków przez Habsburgów.
W brzmiącym muzyka dworska, sakralna i balami Wiedniu walc, taniec uznawany za frywolny, a nawet skandaliczny, musiał w końcu pojawić się na salonach. Bliskość tancerzy, trzymanie kobiety w talii, wirowanie tak szybkie, że podniosło suknie pań do góry, odsłaniając – o zgrozo – kostki, nie pozwalało wielu zaakceptować mody na walcowanie na tutejszych balach.
Można powiedzieć, że walc wkręcił się jednak na dobre w wyższe sfery, stając się jednym z ulubionych pląsów elit w czasie, gdy Europa porządkowała sprawy po zawierusze, jakie przyniósł przełom XVIII i XIX wieku. Najpierw francuska rewolucja i pozbawienie głów monarchów a później Napoleon wywracający stary porządek i podbijający ją, prawie całą. W 1814 wydawało się, że udało się już zapanować nad Napoleonem, zsyłając go na Elbę, małą wyspę i wybrzeży Włoch. W Wiedniu spotykają się wielcy ówczesnego świata, by zaprowadzić porządek, posprzątać po napoleońskich wojnach i zagwarantować sobie władzę po wsze czasy. Spotkanie to i obrady nazwano Kongresem Wiedeńskim. Ciekawe, że wybrano właśnie Wiedeń, miasto, w którym po komnatach pałacu Schönbrunn biegał trzyletni syn uwięzionego Cesarza Francuzów, nazywany tu Franzem, chociaż pełne brzmienie imienia to Napoleon Franz Joseph Carl Herzog von Reichstadt. Jego mamą była przecież Maria Louise druga żona Napoleona, córka cesarza Austrii Franciszka I. W jakich okolicznościach doszło do tego mariażu, pisałam tu Wiedeń, Napoleon i kufelek zimnego Żywca. 215 rocznica bitwy pod Aspern.
Wiedeń, Napoleon i kufelek zimnego Żywca. 215 rocznica bitwy pod Aspern
Kongres Wiedeński trwał od 18 września 1814 do 9 czerwca 1815. W tym czasie Napoleon uciekł z Elby i miał swoje 100 dni próby odzyskania panowania nad Europą, która zakończyła się jego klęską pod Waterloo 18 czerwca 1815 roku.
Pewnie zastanawiasz się, dlaczego piszę o polityce – bo tym ów Kongres był opowiadając o walcu wiedeńskim?
Z tym Kongresem jest pewien problem. Był to wielki zjazd rozdających karty w Europie, ale główne obrazy i postanowienia wbrew pozorom nie zapadały w salach obrad. Najważniejszym miejscem obrad w czasie Kongresu był, budynek Bundeskanzleramtu. Wzniesiony na początku XVIII wieku a od lat siedemdziesiątce tego wieku mieściło się tam ministerstwo spraw zagranicznych, kancelaria kanclerza. Do dzisiaj jest jednym z ważniejszych budynków rządowych w mieście jako Bundeskanzleramt – Kancelaria Federalna.
Jest to budynek, który znajdziesz pod adresem Ballhausplatz 2, czyli na rogu, gdzie łączą się ściana Hofburgu z Heldenplatzem i Volksgarten, a za „plecami” ma Minoritenkirche.
Przez prawie rok Wiedeń był miastem balów. Powiedziano o nim „Kongres nie posuwa się, kongres tańczy”. No cóż, najważniejsze, czyli odzyskanie tronów i ich nienaruszalność ustalono, ale do tego co działo się za kulisami Kongresu, wrócę innym razem, a jest co opowiadać. Tańczono dużo w tym walca, routowano i bawiono się w arystokratycznym towarzystwie i półświatku, który ciągnął wtedy do Wiednia z całej Europy. Wirowanie tak mocno wkręciło się w życie miasta i ludzi wszystkich stanów, że walc królował na balach, w salach tanecznych a tych było niemało. Można powiedzieć, że to właśnie na kongresie wprowadzono walc na dobre na salony i tak zyskał swoją nazwę. Chociaż wielu komponowało walce, to król jest tu jeden — Johann Strauss II. Tak, ten którego złoty pomnik stoi w Stadparku. O rodzinie Straussów trzeba jednak opowiedzieć oddzielnym tekstem, a będzie on długi.
Do napisania.
Beata
Rysunek na górze pochodzi z książki wydanej w 1816 roku, której autorem jest Thomas Wilson „A Description of the Correct Method of Waltzing”.





Brak komentarzy